Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Sheen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Sheen. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Przebudzeni

Pasażerowie (Passengers)
USA 2016
reż. Morten Tyldum
gatunek: sci-fi, przygodowy

W ostatnich kilku latach w Hollywood powstało kilka ambitnych (lub przynajmniej próbujących takimi być) filmów o tematyce około kosmicznej.  Mieliśmy więc Grawitację, Marsjanina czy Interstellar. Tym razem zaś otrzymujemy kolejną produkcję w międzygwiezdnym anturażu, lecz przeznaczoną typowo do segmentu rozrywkowego. 


Pojazd kosmiczny Avalon wiezie kilka tysięcy poddanych hibernacji Ziemian na odległą o 120 lat podróży planetę, którą mają zasiedlić. Na skutek awarii jeden z pasażerów, Jim (Chris Pratt) budzi się dopiero po 30 latach od wylotu. Nie mogąc ponownie zapaść w sen tuła się po pustym statku, gdzie jedynym towarzyszem jest barman - android Arthur (Michael Sheen). Jim postanawia obudzić jedną z podróżujących, Aurorę (Jennifer Lawrence)...


Po obejrzeniu zwiastuna (który jak większość ostatnio powstających zdradza stanowczo za dużo) postanowiłem udać się na ten film do kina. Zapowiadała się całkiem przyjemna rozrywka z fajnymi, dającymi się lubić aktorami, jakimi niewątpliwie są Pratt i Lawrence (fajny to dla nich dobre określenie, gdyż specjalnie dobrymi bym jednak ich nie nazwał). Do tego kolejny hollywoodzki film europejskiego reżysera, którego cenię za ekranizację Łowców głów jeszcze z norweskich czasów. I pierwsza część filmu,gdzie Jim przemierza statek desperacko próbując stawić czoła samotności jest naprawdę niezła (nie oczekiwałem fajerwerków, ale początek był jak najbardziej solidny). Niestety od czasu, gdy bohater zauważył śpiącą w kapsule Aurorę następuje zwrot o dobre 180 stopni i zamiast pociesznego pseudo sci-fi mamy połączenie melodramatu z komedią romantyczną. Od tego czasu co chwilę zerkałem na zegarek. Do tego trzecia część filmu przybiera barwy filmu katastroficznego noszącego też wciąż sznyt melodramatyczny. Niestety wszystko to zostało wykonane w sposób bardzo,ale to bardzo mdły, drętwy i dość nudny. 
Nie oczekiwałem od tego filmu uwypuklania problemów, jakie niosą podróże w kosmosie, czy jakichś większych rozważań na temat cywilizacji, ale nie lubię, gdy w filmach, które chcą się nazywać naukowymi wciąż robi się z widza głupka. Niestety opisywany film nie jest science fiction, a co najwyżej stupid fiction. Jedyne co naprawdę dobrze wychodzi, to trójka głównych aktorów, chociaż show kradnie drugoplanowa rola Sheena, który jest doskonały w roli robota. Pratt i Lawrence pasują do siebie w filmie, bije od nich pewna chemia, co jest na plus, jednak zauważyłem, że zostali tutaj wrzuceni tylko po to, by pokazywać swoje wyrobione sylwetki. Okej, jednak mam do tego zastrzeżenie - jeśli autorzy zmusili nas do oglądania nagiego dupska Pratta, mogliby zasadą parytetu postąpić to samo z Lawrence. Ja osobiście jestem zawiedziony, jednak myślę, że jako film do szybkiego obejrzenia i równie szybkiego zapomnienia części osób może przypaść do gustu.