Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Smith. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

Czy czarni potrafią skakać na nartach?

Gliniarz (The Guard)
Irlandia 2011
reż. John Michael McDonagh
gatunek: komedia, komedia kryminalna
zdjęcia: Larry Smith
muzyka: Calexico

Opisywany film jest jednym z wcześniejszych dzieł McDonagha, którego film pt. Calvary niedawno opisywałem. I mimo, że i reżyser i odtwórca głównej z ról (Brendan Gleeson) są tymi samymi ludźmi jest to całkiem inna produkcja. Niezmienny jednak pozostaje typowo irlandzki klimat produkcji, tak więc widz ma prawo spodziewać się przynajmniej 10% scen umiejscowionych w barach, tudzież pubach.


Gleeson gra tutaj prowincjonalnego policjanta Gerry'ego Boyla, który to nie jest zbyt kryształową postacią. Posiada cierpki język, popada w konflikty z przełożonymi, a także nie stroni od alkoholu, narkotyków i usług oferowanych przez prostytutki. W pewnym momencie w małej mieścinie, gdzie służy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Zostaje znalezniony niezidentyfikowany trup, który być może padł ofiarą praktyk satanistycznych, w obrębie rejonu mogą przebywać przemytnicy narkotyków o horrendalnej wartości pół miliarda dolarów, w sprawie czego przybywa z USA czarnoskóry agent FBI Everett (Don Cheadle), znika także nowy policjant przybyły do osady z Dublina...


W sumie jak na komedię nie ma tutaj zbyt wiele humoru, a jak już jest to nie zawsze sprawia on wrażenie wysokich lotów. Przeważnie jest to śmianie się z zachowań seksualnych lub kwestii rasowych. 
Ogólnie jednak film ogląda się żwawo i seans mija dość szybko. Nie są to wyżyny humoru, ala na pewno coś w sam raz na nudne zimowe popołudnie. Szału nie ma, ale jednak warto.





piątek, 9 stycznia 2015

Był sobie ksiądz

Calvary
Irlandia, Wielka Brytania 2014
reż. John Michael McDonagh
gatunek: dramat
zdjęcia: Larry Smith
muzyka: Patrick Cassidy


Mając siedem lat, poznałem smak męskiego nasienia. - tymi słowami wypowiedzianymi w konfesjonale przez tajemniczego mężczyznę w kierunku księdza Jamesa (Brendan Gleeson) rozpoczyna się film. W dalszej wymianie zdań tajemniczy człowiek wyznaje, że za tydzień zamorduje on swego spowiednika. Tak zaczyna się produkcja McDonagha dokumentująca tydzień z życia księdza. Księdza niesztampowego, gdy posiadającego córkę (Kelly Reilly) z małżeństwa trwającego zanim James wstąpił w szeregi stanu duchownego.


Mimo zapowiedzianego mordu ksiądz nie panikuje i żyje sprawami własnymi, jak i problemami wiernych zamieszkujących jego parafię. Boryka się z problemem odwiedzającej go właśnie córki, która to niedawno przeprowadziła próbę samobójczą, a także stara się pomóc mieszkańcom urokliwego miasteczka położonego na irlandzkim wybrzeżu. A owi mieszkańcy to osobliwa galeria nietuzinkowych postaci. Od podstarzałego pisarza z manią własnej śmierci, przez imigranta z Afryki wszędzie widzącego rasistów, egocentrycznego milionera, policjanta - geja, męską prostytutkę, cynicznego lekarza (w tej roli znany z kreacji Littlefingera w Grze o tron  Aidan Gillen) po rzeźnika, którego żona zdradza go z każdym mężczyzną żyjącym w okolicy.
Początkowa sielska atmosfera małomiasteczkowej osady położonej w urokliwej części Zielonej Wyspy szybko zaczyna gęstnieć i widz odkrywa różne ciemne sekrety, które siedzą ukryte głęboko w jej mieszkańcach.


Cały film cechuje swoisty minimalizm. Widzowie nie powinni oczekiwać tutaj fajerwerków w postaci pędzącej niczym Pendolino akcji  czy masy efektów specjalnych. Jest to film oparty na dialogach toczonych w surowym klimacie Irlandii. Czasem film wydaje się być przegadany, jednak większość z tych dialogów stoi na bardzo wysokim poziomie i warto się wsłuchać w to co mówią bohaterzy. Bo mimo, że mówią i dyskutują ze sobą nieustannie to nie oznacza to bynajmniej, że się rozumieją. Brak zrozumienia jest jednym z motywów przewodnich tej produkcji. Produkcji na pewno nie wybitnej, ale zapadającej w pamięć i skłaniającej do refleksji. Śledząc poczynania księdza widzimy jego nieuchronną drogę do niedzielnego spotkania, które jak wiemy ma się wydarzyć. Drogę będącą swoistą via dolorosa kapłana, która w sumie znajduje nawet swe potwierdzenie w tytule. Warto poświęcić te 100 minut na ten film, choć nie jest to produkcja dla wszystkich.