Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Linney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Linney. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Sherlock. Historia nieznana.

Mr. Holmes 
USA, Wielka Brytania 2015
reż. Bill Condon
gatunek: dramat, kryminał 


Stworzona przez Arhura Conan Doyle'a postać detektywa Sherlocka Holmesa zyskała niebywałą zdolność wrośnięcia na stałe do popkultury. Choć sam Holmes po raz pierwszy pojawił się na kartach książki w 1887 roku, a więc 128 lat temu, a jego autor jest martwy od lat 85 postać detektywa regularnie wraca w coraz to nowych filmach czy książkach będących zarówno ukazaniem klasycznych przygód tego bohatera czy też wariacjami na temat jego losów. I coś mi mówi, że tak doskonale wykreowana postać jeszcze przez długie lata będzie wracać w coraz to nowszych produkcjach.


Sherlocka (Ian McKellen) poznajemy po II wojnie światowej, w roku 1947, gdy bohater ma już 93 lata i jest mocno zdziadziały. Mieszka on na wsi w pobliżu morza wraz ze zgryźliwą gosposią, panią Munro (Laura Linney) oraz jej synem Rogerem (Milo Parker). Tracącego pamięć Sherlocka trapi wciąż swoja ostatnia, nierozwiązana sprawa, po której zawiesił detektywistyczną działalność przed niemal 30 laty. Myślami wraca do sprawy Ann i Thomasa Kelmotów (Hattie Morahan i Patrick Kennedy).


Film ma bardzo nostalgiczny i sentymentalny charakter. Zrealizowany w mocno angielskim stylu ukazuje toczącą się wolno i bez pośpiechu historię postaci znanej niemal wszystkim, jednak mocno innej niż ta, jaką ją pamiętamy. Sherlock w filmie twórcy (o zgrozo) Sagi Zmierzch. Przed świtem. jest już ledwie żyjącym, zdziadziałym staruszkiem z wieloma problemami z demencją na czele. Rozprawia się też z różnymi mitami, mówiąc że nigdy nie palił publicznie fajki czy nie zdarza mu się chodzić w charakterystycznym nakryciu głowy. Siłą rzeczy posiadająca plamy wątrobowe i inne rekwizyty starczego wieku postać wykreowana przez odtwórcę Gandalfa jest znacznie inna niż najbardziej znani Sherlockowie ostatnich lat: Robert Downey Jr. czy Benedict Cumberbatch. Sam McKellen zagrał zgrzybiałego staruszka bardzo dobrze i dzięki jego roli nastąpiła hiperbolizacja nastroju wspomnianej wcześniej nostalgii. Jego Sherlock to osoba, która na skraju życia bardziej ceni pszczoły niż ludzi, jest mocno nieporadna i sklerotyczna. Niewątpliwy urok jak i sympatia do jego postaci jest równie duża jak uczucie smutku, gdy patrzy się na zbliżającą się do końca żywota osobę.
Trochę niezbyt rozumiem zabiegi fabularne, które zostały upchnięte moim zdaniem na siłę. Wyjazd Sherlocka do Japonii w poszukiwaniu rośliny przedłużającej siły witalne i umysłowe był jak dla mnie zbędny. Również intryga kryminalna, która zawsze wydawała mi się główną osią fabuł kręcących się wokół tej postaci jest bardzo niesatysfakcjonująca. A szkoda. Zamiast tego mamy ukazane starcze życie Sherlocka Holmesa. Zastanawiałem się pewnie nie raz jak mogłyby wyglądać dalsze losy moich ulubionych literackich postaci. I oglądając ten film doszedłem do wniosku, że jednak wolę nie wiedzieć. Bo co to za frajda widzieć osobę, jaką zapamiętało się pełną werwy i wigoru, jak kogoś całkiem innego. Dajmy na to oddanego do domu starców, nikomu niepotrzebnego Roberta Langdona czy przebywającego w szpitalu św. Munga Harry'ego Pottera. Lepiej czasem zostawić historię tam, gdzie autor postawił ostatnią kropkę. 





środa, 15 kwietnia 2015

Trudne sprawy

Lęk pierwotny (Primal Fear)
USA 1996 
reż. Gregory Hoblit
gatunek: dramat, thriller

Kontynuując zapoznawanie się z filmami, które mimo wysokich ocen, nagród i klasyczności jakimś cudem pominąłem do tej pory przyszedł czas na obejrzenie dużoekranowego debiutu uhonorowanego za ten film oscarową nominacją za najlepszą drugoplanową rolę Edwarda Nortona. Czy film po dwudziestu latach od premiery przetrwał próbę czasu i jest wart obejrzenia? O tym poniżej.


Brutalnie zamordowany ginie ceniony i szanowany przez lokalne społeczeństwo biskup. Szybko zatrzymany zostaje uciekający z miejsca popełnienia przestępstwa członek kościelnego chóru - młody Aaron (Edward Norton). Niemal natychmiast nazwany przez prasę Rzeźnikiem chłopak oczekuje na proces, w którym nie ma zbyt wiele szans na sukces, a na szali jest jego życie. W celu zdobycia rozgłosu jego obrony podejmuje się ceniony adwokat Martin Vail (Richard Gere). Vail ma też inny powód, by stanąć po stronie Aarona - prokuratorem w tej sprawie jest jego była kochanka - Janet Venable (Laura Linney).



Film ten mimo dwudziestu niemal lat od swej premiery nie zestarzał się i nadal ogląda się go dobrze. Porusza on kwestie bardzo ponadczasowe, więc nie będzie tak, by widz zastanawiał się o co w nim chodziło. W sumie akcja produkcji dzieje się nie licząc kilku przelotnych lokacji w trzech miejscach - na sali sądowej, w celi aresztu oraz w biurze adwokackim Vaila. Ascetyczność i skromność lokacji daje nam bardzo intymny, osobisty wymiar produkcji. Nie ma tu wielkich terenów, fajerwerków postprodukcyjnych etc. Wszystko jest stonowane i bardziej właściwe teatrowi niż filmowym superprodukcją. Akcji jest tutaj mało, ważniejsze są dialogi oraz mimika, To co dla jednych jest wielkim plusem, dla innych okaże się być nie do zaakceptowania. Ale nie od dzisiaj wiadomo, że jedni lubią pomarańcze, a inni jak im nogi śmierdzą. 
Klasą samą w sobie jest tutaj gra wówczas 27. letniego Nortona, który wcielał się w rolę 19 letniego zamkniętego w sobie i zamkniętego w skorupie traumatycznych wspomnień Aarona. Norton przyćmił tutaj innych aktorów tym, w jaki sposób odegrał kilka różnych osobowości. Realizm jego postaci kwalifikuje go z miejsca do aktorskiego Olimpu. Przyćmił swą drugoplanową rolą wszystkich, w tym bardzo dobrego tutaj Gere'a. 
Mamy do czynienia z filmem, który wymaga od widza ale też wiele w zamian daje. Filmem, od którego oczekiwać trzeba nie wartkiej akcji lecz całkiem czego innego. Filmu, który warto obejrzeć i samemu wyrobić sobie o nim zdanie, Dla samego Nortona warto, gdyż w sumie jego rola jest tu kluczowa. Bez niego byłby to po prostu film jakich wiele.