Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jung-Jae Lee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jung-Jae Lee. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2016

Zamachowcy

Am-sal 
Korea Południowa 2015
reż. Dong-hun Choi
gatunek: thriller, akcji

W Polsce znajomość historii powszechnej stoi na dość marnym poziomie, choć zapewne i tak jej znajomość u średnio wykształconego Polaka jest lepsza, niż u podobnych ludzi z wielu innych krajów. Edukacja historyczna jednak ogranicza się w sumie do kilku pojęć związanych ze starożytnością, Napoleonem czy wojnami światowymi. Reszta to czarna plama. Szczególnie cierpi na tym historia Azji, która na przestrzeni dziejów jest bogata w wiele ciekawych (i krwawych) epizodów. Za pomocą tego filmu przeniesiemy się do lat 30. ubiegłego wieku do okupowanej przez Japończyków Korei. 


Rok 1933, okupowana przez siły japońskie Korea. Koreańscy partyzanci tworzą małą grupę w celu zlikwidowania japońskiego oficera oraz koreańskiego kolaboranta nowej władzy. Grupę uformowaną przez Yeoma (Jung-Jae Lee) stanowią snajperka Ok-yoon Ahn (Ji-hyun Jun), specjalista od ciężkich broni Ok-chu Sang (Jin-woong Jo) oraz ekspert od wybuchów Hwang (Deok-mun Choi). Nie wiedzą jednak, że Yeom spiskuje z Japończykami i wysyła za ich oddziałem zabójcę, znanego jako Hawaii Pistol (Jung-woo Ha) oraz jego pomocnika, Pomade (Dal-su Oh).


Dwudziestowieczna historia Korei trochę przypomina tą Polską. Wiele lat krwawej okupacji, powstańcze walki z najeźdźcą i sprawnie zorganizowany ruch oporu działający na wielu płaszczyznach. Dlatego, tak jak w naszych filmach tzw. patriotycznych ukazujących bohaterstwo powstańców i bojowników o wolność mamy całą garść pompatyczności, tak i tu jest sporo tej narodowej dumy oraz całej patriotycznej otoczki. Czasem to przeszkadza, jednak twórcy na szczęście nie poszli z tym aż tak bardzo jak wielu amerykańskich twórców i znaleźli pewną granicę, gdzie patos przestaje być strawny i nie przekroczyli jej. 
Wizualnie film jest arcydziełem. Świetnie zrealizowany od strony technicznej, posiadający fenomenalne kostiumy i scenografię. Można się niemal namacalnie przenieść do okupowanej Korei sprzed 80 lat. Naprawdę wielkie brawa dla twórców za tak klimatyczną otoczkę. Fabuła natomiast jest nieco zawiła i przez pierwsze kwadranse (trochę też za sprawą podobnych do siebie Koreańczyków), jednak po 1/3 seansu takiego wprowadzenia można się już we wszystkim połapać. To, co szczególnie oprócz ciekawej historii i oddania klimatu zachwyca, to sceny akcji. Mało kto potrafi je tak świetnie przedstawić, jak Azjaci, jednak to co widzimy w tym filmie to jest prawdziwy majstersztyk. Prawdziwa poezja. Raziło mnie trochę (czasem bardziej niż trochę) to, że bohaterowie podczas walk przechodzili czasem w tryb Rambo i sami bez problemu potrafili eksterminować cały oddział japońskiej armii. Niestety, taka konwencja. Jednak jeśli potrafi się to zaakceptować to film przyniesie masę radości, bo jest to naprawdę dwuipółgodzinna akcja połączona z naprawdę inteligentną fabułą. Wisienką na torcie są nawiązania do światowego kina, które w wielu scenach umiejętnie przemycił reżyser. Między innym dwa razy do filmu...Popiół i diament Andrzeja Wajdy. Inne smaczki polecam wychwycić samemu, to zadanie dla prawdziwych miłośników kina. Polecam ten film chyba każdemu - azjatyckie kino w najlepszym możliwym wydaniu.





sobota, 20 września 2014

Koreański ojciec chrzestny

New world (Shin-sae-gye)
Korea Południowa 2013
reż. Hoon-jeong Park
gatunek: dramat, kryminał
zdjęcia: Chung-hoon Chung
muzyka: Yeong-wook Jo

Pewnej nocy wracając do domu od kochanki w wyniku wypadku drogowego śmierć ponosi ojciec chrzestny lokalnej mafii o nazwie 'Goldmoon'. Od chwili jego zgonu zaczyna się brutalna walka o władzę.
Przez 135 minut będą nam towarzyszyć główne postaci tej walki - bossowie walczący o schedę po zmarłym capi di tutti capi, rozpracowujący tę zbrodniczą organizację Kang oraz nadzorowanego przez niego, działającego pod przykrywką Ja-seong. Ten ostatni jednak musi wybrać między posługą policyjną, a lojalnością wobec przywódców mafii...


Mimo, że już w pierwszej scenie filmu mamy do czynienia z egzekucją na domniemanym kapusiu, kończącą się wrzuceniem go w metalowej beczce do morza nie jest to film, w którym przez większość część jego trwania dominuje walka, a posoka leje się hektolitrami. Oczywiście jest w nim kilka brutalnych scen oraz pojedynków, lecz czym byłby bez nich azjatycki film nie będący horrorem? Co ciekawe pierwszy strzał oddany zostaje w 68 minucie widowiska.
Mamy więc tu do czynienia z filmem, gdzie akcja rozwija się dzięki dialogom, dylematom moralnym etc., przemoc nie jest tu głównym motorem napędowym fabuły. Co nie znaczy, że jej nie ma. Główni bohaterowie non stop coś knują, obmyślają plany, które kosztem innych przybliżą im władzę, zbrodnia i zdrada to nieodłączny element tego środowiska. Główni bohaterowie to typowa mafia w garniturach, nie ma tutaj znanych z Wołomina czy Pruszkowa dresów i złotych łańcuchów. Jednak obecność marynarek i krawatów nie znaczy, że ci osobnicy nie potrafią sobie pobrudzić rąk.


Niektórych może zniechęcić mocno orientalny i egzotyczny kraj produkcji, jakim jest daleka Korea Południowa. Jednak mimo trochę innych kręgów kulturowych nie widać tutaj przepaści między tym kinem, a kinem Zachodu. Większość scen toczy się w biurowcach czy na terenach przemysłowo-usługowych, a te są niemal takie same, jak u nas. Jedynym problemem dla mnie było tutaj podobieństwo wizualne aktorów, którzy jak to Azjaci dla Europejczyka wyglądają bardzo podobnie. Także czasem człowiek może pogubić się z ich imionami, które też są dość specyficzne i łatwo jest pomylić kluczowe fakty. Dlatego przez cały czas trwania seansu należy zachować czujność!
Ogólnie więc film Parka warto zobaczyć jeśli lubi się klimat mafijny, przy okazji poznając coś innego niż amerykańskie produkcje.Nie jest to dzieło wybitne, które zapamiętamy na lata, ale na pewno wybija się ponad przeciętność swoim klimatem. Produkcja czasem jest przegadana, lecz kilka scen (np. walka w windzie) rekompensuje momenty nudy. Oglądając poczynania Ja-seonga i reszty od razu przypominała mi się gra Sleeping dogs, więc fani tej ostatniej też znajdą tu coś dla siebie. A miłośników kina azjatyckiego i Azji jako takiej chyba nie muszę w ogóle przekonywać, prawda?