Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Bell. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Girls power

Ostra noc (Rough Night)
USA 2017
reż. Lucia Aniello
gatunek: komedia
zdjęcia: Sean Porter
muzyka: Dominic Lewis

Po niekwestionowanym sukcesie trylogii  Kac Vegas (a przynajmniej jej pierwszej i drugiej części) twórcy zauważyli rosnące zapotrzebowanie na głupie komedie kumpelskie. Tym sposobem powstało w ciągu dekady kilkadziesiąt filmów opierających się na podobnych schematach (próbowano tego także u nas, czego rezultatem jest jeden z najgorszych polskich filmów wszech czasów, Kac Wawa) ale raczej biorąc pod uwagę ich co najwyżej przeciętną jakość żaden z nich nie został zapamiętany dobrze, jak Kac Vegas. Po czasie trochę zmieniono format tych filmów feminizując je, przez co coraz więcej na rynku produkcji tego typu z kobietami w roli głównej. Ten jest jednym z nich. 


Kandydująca na urząd senatorski Jess (Scarlett Johansson) wychodzi za mąż. Z tej okazji jej koleżanki ze studiów (Jillian Bell, Zoë Kravitz i Ilana Glazer) oraz przybyła z Australii Pippa (Kate McKinnon) planują spotkać się po latach i zorganizować dla niej wieczór panieński w domku w Miami. Po wypełnionym używkami wieczorze w wynajętym przez kobiety domku ginie striptizer...


Czy kiedyś, przy jakiejś innej okazji pisałem już o tym, że początkowa kariera Scarlett Johansson zapowiadała się o wiele lepiej? Znając mnie zapewne już to robiłem. Ale trudno, napiszę to jeszcze raz. Aktorka naprawę zaczynała ambitnie, a jak na razie tuła się po filmach klasy C oraz produkcjach superbohaterskich. Wybrała łatwą drogę do kasowego sukcesu, szkoda jednak, że kosztem aktorskich ambicji. 
Co do filmu mamy tu po raz setny podobną historię, opartą na podobnym pomyśle i tym samym niskim humorze. Oczywiście zmieniają się twarze, zmieniają się imiona, trochę inna jest lokalizacja ale wszystko generalnie jest zgodne z jedną, stałą linią produkcyjną dla filmów tego typu. To, co najbardziej mnie wkurza to fakt, że od kilku lat w tych wszystkich feministycznych kumpelskich produkcjach zawsze jest gruba baba. Żeby sobie ona tam po prostu była to jeszcze nie problem, ludzie są i chudzi i grubi więc niech sobie będzie. Jednak nie. W tych filmach zawsze jest gruba baba, która mimo że powinna każdego odpychać to jest seksualną bestią, wiecznie napaloną erotomanką, która nie myśli o niczym innym niż seks (może jeszcze o jedzeniu) i co gorsza ciągle ma swoich adoratorów. Dziwne, że tutaj nie występuje w roli zboczonej grubej baby Rebel Wilson, która w ostatnich latach jest etatowo zboczoną grubą babą Hollywood, a niejaka Jillian Bell. 
Jeśli chodzi o sam film to ciężko coś mądrego napisać. Każdy, kto widział jakiś podobny wcześniejszy film powinien generalnie wiedzieć czego się spodziewać. Da się to obejrzeć, poziom humoru mimo niskich lotów jest na tyle specyficzny, że czasem można się uśmiechnąć, fabularnie chociaż oklepane, to jednak oglądanie nie boli. Cóż, jeśli ktoś kupuje ten rodzaj rozrywki to na pewno znajdzie coś dla siebie. Ot taki łatwy film do zobaczenia i zapomnienia chwilę później. Zresztą nigdy nie aspirował na coś innego.





środa, 5 sierpnia 2015

Indiana Jones w wersji soft

Przygody Tintina (The Adventures of Tintin)
USA 2011
reż. Steven Spielberg
gatunek: animowany, przygodowy

I oto nadeszła wiekopomna chwila, po prawie roku od powstania bloga powstaje pierwsza (ale już teraz mogę powiedzieć, że nie ostatnia) notka dotycząca animacji. Jest to animacja nie byle jaka, gdyż zabrał się za nią sam Steven Spielberg, a opowiada ona o losach Tintina, czyli bohatera komiksowej serii autorstwa belgijskiego twórcy  Herge. Bohater więc jest animowany, ale na pewno nie anonimowy, a i reżysera zbytnio przedstawiać nie trzeba. Tak więc coś akurat na debiut.


Nastoletni dziennikarz Tintin (Jamie Bell) kupuje na targu za niską cenę replikę XVIII statku. Chwilę później spotyka Sakharin'a (Daniel Craig), który oferuje mu o wiele więcej za model. Tintin odmawia, a zaciekawiony historią statku dowiaduje się o jego historii i otoczonym legendą kapitanie łajby - niijakim Haddocku. W rezultacie zawiłej intrygi Tintin oraz jego niodłączny pies Snowy (w Polsce znanym jako Miluś) poznają potomka żeglarza, również kapitana, wiecznie pijanego Haddocka (Andy Serkis) i postanawiają razem stawić czoło rodowej legendzie.


Film opiera się na komiksie Tajemnica Jednorożca, chociaż nie mamy tu do czynienia z przeniesieniem w skali 1;1. Fabuła, tak jak cała saga Tintina jest pokierowana zmyślnie i sensownie. W sumie mamy do czynienia z takim Indiana Jones'em lub Nathanem Drakiem z konsolowej serii Uncharted w wersji dla dzieci i młodzieży. Jeszcze teraz, w moim już dość zaawansowanym jak na takie filmy wieku potrafiłem czerpać z tego satysfakcje, a co dopiero gdybym był o połowę młodszy (wszak targetem filmu jest właśnie taki przedział wiekowy) to uznałbym to za najlepszą produkcję, jaką widziałem. Film przeładowany jest akcją, ciągle coś się dzieje, nie ma miejsca na nudę. Twórca kina nowej przygody udanie zadebiutował w animacji i zrobił to z właściwym sobie rozmachem. 
Oddzielny akapit należy się animacji. Jest olśniewająca i z wszech miar fantastyczna. Wyrzucając irytujące, nieco kartoflowe nosy niektórych postaci mielibyśmy do czynienia z ideałem. Gdy widzimy tylko tło, bez bohaterów często można się złapać na tym, że wygląda to jak prawdziwe życie, a nie kreska grafików. To co graficy, czyli w sumie wydawać by się mogło, że zwykli informatycy przygotowali to prawdziwa poezja, dzięki której można mieć orgazm przez oczy. A montaż wszystkiego też jest tak wspaniały, że może uchodzić za małe dzieło sztuki. Mistrzostwo. 
Oczywiście, jako że jest to film dla dzieci wzorowany na komiksie dla dzieci nie ma tutaj wulgaryzmów, krwi etc, a niektóre komediowe sceny mogą rozśmieszyć co najwyżej 8 latka albo moją babcie ale trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że taki był target. Dlatego jeśli przymknie się czasem oko to dostanie się naprawdę dobry film dla osób w każdym wieku. Polecam na wakacje.