Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C. Stoll. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C. Stoll. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 marca 2017

Z miłości do złota

Gold
USA 2016
reż. Stephen Gaghan
gatunek: dramat
zdjęcia: Robert Elswit
muzyka: Daniel Pemberton

Od czasu występu w oscarowym Witaj w klubie z 2013 roku aktorska kariera Matthew McConaughey'a nabrała sporego rozpędu. Chociaż wcześniej zagrał dziesiątki ról małych i dużych to dopiero cztery lata temu wkroczył do hollywoodzkiej pierwszej ligi. Zbliżający się do pięćdziesiątki aktor ma w sobie coś, co sprawia, że chce się oglądać go na ekranie. Także z chęcią wybrałem się na najnowszy film z jego udziałem. 


Starzejący się zapuszczony Kenny Wells (Matthew McConaughey) jest właścicielem liczącej kilka pokoleń tradycji uznanej przed laty kompanii zajmującej się wydobyciem surowców mineralnych. Jednak ostatnie lata to czas posuchy w jego chylącej się do upadku firmie. Wells za ostatnie pieniądze wylatuje do Indonezji, by przekonać do współpracy uznanego geologa, Michaela Acostę (Edgar Ramírez). Mężczyźni po wielu dniach trudu odkrywają ogromne złoże złota...


Film reklamowany był jako połączenie Wilka z Wall Street z American Hustler. Chociaż wpływy tych tytułów na pewno są zauważalne, to nie powiedziałbym, że w dużym stopniu opisywany właśnie Gold był kalkowaniem ich. Co najwyżej jest między tymi produkcjami jakieś dalsze pokrewieństwo. Jest to też przede wszystkim film typu przegadanego, bez większego napięcia dawkowanego przez akcję. Co nie znaczy, że napięcia nie ma w ogóle, bo owszem istnieje - jednak bardziej w sferze krasomówczej i mimicznej, szczególnie dzięki postaci Kenny'ego świetnie sportretowanego przez McConaughey'a. Aktor musiał przejść uwielbianą przez Hollywood i widownię makabryczną metamorfozę, by do roli obrzydzić się i mocno spaść. Efekty są piorunujące i widoczne na pierwszy rzut oka, gdyż Kenny lubi sobie pobiegać w samych bokserkach z obwisłym brzuchem piwosza pasibrzucha. Za samą taką transformację akademia oscarowa była w przeszłości już wręczyć swoją nagrodę. Aktorsko film ogólnie daje radę, bo mamy też dobrą rolę Ramireza oraz supportujących głównych bohaterów Bryce Dallas Howard i znanego m.in. z pierwszego sezonu House of Cards Corey Stoll. Sam film ma swoje lepsze i gorsze momenty, często zalicza mielizny, jednak dużym plusem fabularnym jest same zakończenie, a wizualnym ładnie przedstawiona natura Indonezji. Jest to taki film, jakich do kin trafia dość dużo w każdym roku - poprawnie wykonanych, dobrze oglądających się i całkiem szybko wyparowujących z głowy. Jednak posiada wystarczająco dużo mocnych punktów, by można było wybrać się na seans. 




piątek, 26 sierpnia 2016

Powrót do Złotej Ery

Śmietanka towarzyska (Café Society)
USA 2016
reż. Woody Allen
gatunek: komedia

Woody Allen od jakiegoś czasu rok rocznie powraca do kin swoim ze swoimi coraz to nowymi filmami. Staram się je oglądać regularnie, jednak jak już przy okazji kilku innych opisów jego najnowszych filmów wspominałem poziom jego twórczości w ostatniej dekadzie jest delikatnie mówiąc bardzo przeciętny. Wciąż jednak działa magia nazwiska wiekowego reżysera, która przyciągnęła mnie po raz kolejny na salę kinową. Jak wyszło nestorowi reżyserii tym razem? O tym poniżej. 


Lata 30. ubiegłego stulecia. Młody Booby (Jesse Eisenberg) wyprowadza się z rodzinnego Nowego Jorku do Los Angeles, gdzie znajduje zatrudnienie u swojego bogatego wujka Phila Sterna (Steve Carell), który jest agentem gwiazd filmowych. Ten prosi swoją sekretarkę, uroczą Vonnie (Kristen Stewart), by ta oprowadziła jego siostrzeńca po mieście. Bobby szybko zakochuje się w dziewczynie, nie wie jednak, że ta jest kochanką jego wuja...


Woody Allen tym razem przenosi nas prosto do Złotej Ery Hollywood. Wraz z bohaterami i kamerą trafiamy wprost do świata przepychu i wszechpanującego blichtru. Allenowi udało się całkiem zgrabnie odtworzyć klimat tej elitarnej społeczności sprzed niemal wieku. Cieszy tu oko dbałość o detale zarówno w scenografii, jak i w kostiumach. Standardowa dla reżysera muzyka jazzowa doskonale oddaje klimat tamtych lat, wpada w ucho i doskonale wprowadza nas do tego minionego świata. Obawiałem się nieco o grę aktorską, jednak moim zdaniem zarówno Eisenberg, jak i Stewart bardzo przyzwoicie odegrali swoje role. Bardzo podobał mi się za to Carell grający wuja Phila oraz niezaprzeczalnie najfajniejszy bohater drugoplanowy filmu, brat głównej postaci Ben, w którego doskonale wcielił się znany między innym z House of Cards Corey Stoll. Wśród wymienionych aktorów trochę blednie dość znaczna rola Blake Lively.
Film ten jest przedstawiany jako komedia, ale jest to taka dość typowa dla Allena gorzka komedia, podczas której czasem uśmiechniemy się pod nosem słuchając przemyśleń bohaterów i dialogów, jakie odbywają. kiedy indziej zostaniemy poddani refleksyjnym przemyśleniom i dość smutnym sytuacjom życiowym. Ale tego typu rzeczy można było znając reżysera przewidzieć. Uważam ten film za najlepszą produkcję Allena w ostatnich latach. Wreszcie po serii niepowodzeń stworzył coś może i dalej do bólu autorskiego, ale odświeżonego i po prostu dobrze się oglądającego. Seans tego filmu nie był dla mnie stratą czasu.