Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I. Rossellini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I. Rossellini. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2016

Oglądactwo

Blue Velvet 
USA 1986
reż. David Lynch
gatunek: thriller

Ludzie od zawsze lubili i do dziś lubią wszelkiej maści podglądactwo. Czy to podejrzenie powabnej sąsiadki przez okno, małżeńskiej kłótni obserwowanej przez wizjer w drzwiach po wojeryzm medialny w przeróżnych popularnych od początku XXI wieku również w naszym kraju programów typu realisty show. Oglądactwo jest też jednym z zaburzeń seksualnych, które objawia się czerpaniem satysfakcji z podglądania zachowań seksualnych innych ludzi. Obecnie mamy do tego showupa, zaś film ten pokazuje, że kiedyś żeby kogoś poobserwować trzeba było schować się w szafie. 


Po zawale ojca Jeffrey (Kyle MacLachlan) wraca do miasteczka. Podczas powrotu skrótem ze szpitala w krzakach znajduje ludzkie ucho, które dostarcza na komisariat policji, by przekazać je zaprzyjaźnionemu policjantowi. Po otrzymaniu informacji od córki owego policjanta, Sandy (Laura Dern) postanawia przyjrzeć się bliżej mieszkaniu występującej w lokalnym klubie piosenkarki Dorothy Vallens (Isabella Rossellini). W mieszkaniu kobiety jest świadkiem wizyty u niej psychopatycznego Franka (Dennis Hopper).


Film ten jest swoistą wiwisekcją zła, które otacza swojskie i przyjazne na pierwszy rzut oka sielskie tereny małego amerykańskiego miasteczka. Spokój, uśmiechnięte twarze pomocnych strażaków i radosne dzieci to jednak tylko pozory wolnego od zepsucia miasta. Po kilku pierwszych chwilach filmu całe robactwo zła wychodzi ze swych siedlisk i pozostaje na wierzchu aż do samego końca. Historia trochę nieporadnego Jeffreya, który rozpoczynając własne śledztwo dochodzi za daleko, niż planował jest klasyczną, archetypową opowieścią inicjacyjną jakich wiele już było w filmie lub książkach. Szkoda też, że mimo ciekawych postaci i wartkiej w większości czasu narracji sama intryga kryminalna początkowo silnie wyeksponowana w pewnym momencie silnie hamuje i wydaje się tylko niepotrzebną zapchajdziurą w wizji kultowego reżysera. A szkoda, bo można było to pociągnąć znacznie lepiej. 
Trzeba jak niemal zawsze pochwalić Lyncha za dobór ścieżki dźwiękowej do swojej produkcji. Wszystko co słyszymy w czasie filmu jest dobre, zaś tytułowe Blue Velvet Bobby'ego Vintona odkurzone po ponad dwudziestu latach brzmi bardzo naturalnie i pasuje do całości jak ulał. Także galeria postaci jest, jak to bywa już u tego reżysera nieszablonowa i ciekawa. Postać agresywnego Franka robi wrażenie, także inni aktorzy występujący w głównych rolach pokazali się z dobrej strony. Także myślę, że mimo że film ten jest jakże inny od pozostałych produkcji sygnowanych nazwiskiem Lyncha Blue Velvet należy zobaczyć.