Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S. Bohosiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S. Bohosiewicz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Swingersi

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy
Polska 2015
reż. Janusz Majewski
gatunek: komedia

Mający obecnie osiemdziesiąt pięć lat lat reżyser Janusz Majewski na trwałe zapisał się w historii polskiej kinematografii. Przed wszystkim zawdzięcza to udanej komedii z 1985 roku C.K. Dezerterzy (I jej trochę mniej udanej kontynuacji z lat 90.) oraz takim filmom, jak Zaklęte rewiry, Sprawa Gorgonowej czy Mała matura. Ostatnio po kilku latach wrócił ze swym kolejnym produktem - jak wyszło tym razem?


Lata 50. ubiegłego stulecia. Po odwilży politycznej roku 1956 do Polski wraca z Anglii żołnierz armii Andrsa, Fabian Apanowicz (Maciej Stuhr). Znajduje on zamieszkanie u swojej siostry Wandy (Sonia Bohosiewicz) w Ciechocinku. Wkrótce namawia lokalnego milicjanta (Wiktor Zborowski) do założenia zespołu jazzowego. Poznaje też tajemniczą i utalentowaną Modestę (Natalia Rybicka).


To co widać niemal od początku, to to, że film powstał z autentycznej miłości twórcy do swingu i muzyki jako takiej. Mimo że to nie musical to grane i śpiewane sceny zapełniają sporą część czasu projekcji i chyba wypadają tutaj najlepiej. Mamy tu dobre aranżacje tytułowego On the Sunny Side of the Street Louisa Armstronga czy I've got you under my skin Franka Sinatry oraz wiele innych. Fani muzyki jazzowej powinni być ukontentowani repertuarem i poziomem wykonania. Także na plus można zaliczyć scenografię oraz charakteryzację. Czuć klimat tamtych czasów w bardziej pozytywnym znaczeniu (wszak jazz rozwijał się nie tylko na Zachodzie, w kilka lat po okresie ukazanym w filmie w naszym kraju powstała jedna z lepszych serii jazzowych - Polish Jazz). Fajnie, że można jednak pokazać okres sprzed ponad pół wieku bez więzień i pałowań. Całkiem nieźle spisuje się też Maciej Stuhr w roli Fabiana, choć aktorskie show kradną mu w drugoplanowych rolach (a może i trzecio) Anna Dymna oraz Wojciech Pszoniak. Szkoda jednak, że ich postaci to jedyne w sumie akcenty humorystyczne wprowadzone do filmu. Filmu, który jak na komedię jest zbyt mało zabawny, niby przez większość swego trwania lekki jednak pozbawiony szlifu humorystycznego. Po twórcy bardzo zabawnych C.K. Dezerterów oczekiwałem na więcej. I ten brak humoru oraz ślemazarność akcji to główne wady produkcji Majewskiego. Film jest pozbawiony ikry, często nijaki. Dobrze, że jest ponadczasowa muzyka, która go ratuje. Oglądanie tej produkcji nie boli, jednak jestem pewien, że film nie pozostanie w pamięci na zbyt długo. Dobra pozycja do obejrzenia w jesienny wieczór i szybkiego wyparowania z pamięci. 




sobota, 14 listopada 2015

Everyman

Obywatel
Polska 2014
reż. Jerzy Stuhr
gatunek: komedia, dramat

Bez mała wszyscy pamiętają pewnego średnio rozgarniętego lecz sympatycznego tytułowego bohatera amerykańskiego filmu Forrest Gump granego znakomicie przez Toma Hanksa. Postać ta miała w zwyczaju przeważnie drogą przypadku uczestniczyć w ważnych w losach USA i świata wydarzeniach nierzadko przy tym ocierając się o znane na skalę ogólnoświatową persony. Co ciekawe prawie 35 lat wcześniej w Polsce nakręcono film o przygodach niejakiego Jana Piszczyka, w którego wcielił się doskonale Bogumił Kobiela. Był to film pokazujący życiową drogę oportunisty bohatera obejmujący czasy przedwojenne, okres II Wojny Światowej i formujący się w Polsce po wojnie ustrój ludowy. W ponad pół wieku po tym filmie Jerzy Stuhr zdecydował się nakręcić losy kolejnego człowieka - chorągiewki zaczynając w czasie, gdzie grany przez Kobielę Piszczyk kończył.


Poznajemy całe dotychczasowe, niemal siedemdziesięcioletnie życie Jana Bratka (granego przez Jerzego Stuhra i jego syna Macieja). Tak się złożyło, że bohater ten przez wszystkie lata swej egzystencji uosabiał sytuację życiową Polaków i stawał przed przeróżnymi wyborami na wielu zakrętach historii. Poznajemy też jego relacje z matką (Barbara Horawianka), żoną (Sonia Bohosiewicz) czy pracownicą PRLowskiego MSW (Violetta Arlak).


Przez ponad półtorej godziny trwania filmu co chwilę los rzuca granego przez rodzinno - aktorski duet bohatera na różne fronty tworzącej się właśnie historii. Stuhr chciał ukazać swą postać jako zwykłego człowieka, który uczestniczy w wielu wydarzeniach wbrew swej woli, gdyż znalazł się w złym miejscu i czasie. Ilość i różnorodność wydarzeń, w jakich uczestniczy Bratek oczywiście jest kuriozalnie duża, jednak pokazuje to mimo braku pewnej logiki przed jakimi wyborami musieli stawać Polacy przez ostatnie pięćdziesiąt lat. Pokazuje też nas w niezbyt dobrym świetle, bo Bratek przecież nie jest osobą z krwi i kości tylko stereotypowym Polakiem, jednym z nas. Jak chorągiewka zmienia strony konfliktu, raz zapisuje się do PZPRu, by chwilę później rzucić legitymację partyjną i stać się idolem podziemia. a następnie zatracić ideały solidarności i na końcu już w III RP zmierzyć się z widmem kapitalizmu. Mamy też pokazanego tutaj Polaka - katolika, który nie potrafi powiedzieć najprostszych dogmatów swej wiary, co zresztą pięknie pokazuje pierwsza sekwencja, do tego reżyser ukazuje pewne nadużycia czasów Solidarności i jej bohaterów, co świetnie prezentuje scena z Piotrem Głowackim (zauważyliście że facet występuje w 90% obecnych polskich filmów?) za co między innymi spotkała twórców krytyka prawdziwych Polaków
Film warto obejrzeć, choć historia tu opisywana czasem jest dość naiwna, zbyt naciągana i niezbyt zgrabnie prowadzona. Dobrze jednak ogląda się tę produkcję, zwłaszcza nienagannie wygląda rola Jerzego Stuhra. Jest powyżej średniej, często dość dobry i kilkoma naprawdę dobrymi scenami. 




.

wtorek, 13 października 2015

Morderca bez twarzy

Fotograf
Polska 2014
reż. Waldemar Krzystek
gatunek: kryminał

Pierwszy raz piszę o polskim filmie, w którym przez jakieś ponad 90% używa się języka innego niż polski, aktorzy używający tegoż języka też w dużej mierze Polakami nie są, a znaczna część akcji rozgrywa się poza terenem naszego kraju. Nie byłoby to dziwne, gdyby okazało się, że jest to typowa koprodukcja, jakich wiele we współczesnym światowym kinie, ale tak nie jest. Na liście krajów - matek tego filmu figuruje tylko jedno państwo i jest nim nasz kraj. Trochę to dziwne, ale jak się szybko okazuje nie tylko to może dziwić w tym filmie. 


Poznajemy młodą moskiewską policjantkę Nataszę (Tatiana Arntgolc) w momencie, gdy udaje się odebrać orzeczenie psychiatryczne z domu pewnego psychiatry. Chwilę później psychiatra i jego kochanka zostają znalezieni martwi, a Natasza jest ostatnią osobą, która mogłaby powiedzieć coś o tym co działo się w jego mieszkaniu. Okazuje się jednak, że gdy była w pokoju lekarza ten już nie żył, a sama rozmawiała z potrafiącym mówić głosem innych osób mordercą. Natasza zostaje włączona do ekipy FSB pod kierownictwem majora Lebiadkina (Aleksandr Bałujew) i wraz z nim próbuje złapać sprawcę. Historia mordercy sięga lat 70. zeszłego wieku i dzieciństwa młodego Koli (Andriej Kostasz) w bazie wojsk radzieckich w Legnicy.


Ogólnie film ogląda się całkiem dobrze. Mamy dobrych aktorów pierwszego planu z uroczą Arntgolc na czele (chętnie zobaczyłbym ją w innych produkcjach zanim się zestarzeje) oraz Bałujewa. Do tego naprawdę dobra rola małego Kostasza oraz jego filmowych rodziców (Elena Babenko i Marat Baszarow). Wbrew temu co można przeczytać na plakacie promującym film polscy aktorzy nie wybijają się na pierwszy plan i wcielają się w drugo, jeśli nie trzecioplanowe. Jednak i udział Tomasza Kota, Soni Bohosiewicz jest całkiem dobry. Nie wiem za to co na plakacie robi nazwisko córki byłego premiera, która to pojawia się w jednej scenie i wypowiada z 3 słowa...
Szkoda, że fabuła filmu, która po dopracowaniu mogłaby być naprawdę zacna, gdyż ma potencjał została przedstawiona skrajnie głupio i nielogicznie. O ile pomysł na historię mordercy, który nie posiada własnego głosu i mówi tylko przybierając głos innych ludzi (inna sprawa to to czy to w ogóle możliwe) byłby bardzo dobry, tak samo jak przedstawienie jego pozbawionego miłości dzieciństwa to wykonanie, jak i kilka zabiegów fabularnych pozostawia bardzo dużo do życzenia. Kilka faktów przedstawionych w filmie tak bardzo nie trzyma się kupy i jest po prostu głupie, że wiarygodność całości leży i kwiczy. A szkoda.
Także to co irytuje to fakt, że nierosyjskojęzyczne postaci Polaków w czasie kontaktu z Rosjanami mówią po polsku, Rosjanie nie znający polskiego odpowiadają po swojemu a i tak wszyscy wszystkich doskonale rozumieją. Jasne, że bez znajomości języka można jakiś procent słownictwa wychwycić, gdyż są liczne podobne zwroty w naszych językach, ale na litość boską, jak profesjonalni policjanci posługujący się zawodowym językiem potrafią się nawzajem zrozumieć bez tłumacza? Można było chociaż zastosować jedną postać, która w tym gronie zna oba języki i byłoby po sprawie...
Reasumując mamy do czynienia z filmem mocno nierównym, w rezultacie więc średnim. Dobrze oglądający się i równie dobrze zagrany, posiadający całkiem nieźle zarysowaną fabułę, jednak poprzez idiotyzmy logiczne tracący co najmniej 2/3 punkty w 10 stopniowej skali. Ale mimo to warto obejrzeć, bo kina gatunkowego w naszym kinie nigdy dość.  
I na koniec dość słaby trailer: