Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

Niebieskie zauroczenie

Życie Adeli (La vie d'Adèle)
Belgia, Francja 2013
reż. Abdellatif Kechiche
gatunek: dramat, erotyczny 

Tym razem będzie coś o filmie bardzo często nagradzanym i docenianym na przeróżnych festiwalach. Ta ponad trzygodzinna kobyła została doceniona przez Złote Globy, BAFTA, triumfowała w Cannes, zdobywała Cezary, zauważono go też w Polsce (nominacja do Orłów) czy wśród gremium Europejskich Nagród Filmowych. Nagród i nominacji zresztą jest tak dużo, że trudno wymienić choćby połowę z nich. Film odniósł więc sukces artystyczny i zyskał grupę fanów wśród zwykłych widzów, choć tylko w Europie, gdyż boxoffice w USA to tylko 2 miliony dolarów. Ja zaś odbiłem się od niego jak od ściany. 


Ciężko szeroko opisywać fabułę tego filmu. Jesteśmy jako widzowie świadkami kilku lat z życia tytułowej bohaterki, Adeli (Adèle Exarchopoulos), którą poznajemy, gdy ta jest w szkole średniej. Jej standardowe życie nastolatki zmienia się, gdy poznaje o kilka lat starszą, niebieskowłosą lesbijkę Emmę (Léa Seydoux), z którą wdaje się w płomienny romans, który jest zaczątkiem głębszego uczucia. 


Oglądając to czułem tutaj silne pokrewieństwo z tym, co kręci uwielbiany przez wielu Xavier Dolan. A jako że Dolan i jego produkcje skrajnie mnie odrzucają swoją nie tyle tematyką, co formą tak i ten film tunezyjskiego reżysera nie przypadł mi do gustu. Trzygodzinna epopeja opowiadająca o burzliwych losach Adeli i Emmy jest naszpikowana nijaką dłużyzną, w której nic się nie dzieje, bohaterki nie mówią nic albo gadają o dupie Maryny, zaś klamrami spinającymi całość są ocierające się o pornografię sceny lesbijskiego seksu. Dostajemy więc to co tygrysy lubią najbardziej, jednak otoczone dwuipółgodzinną mielizną mającą uchodzić za szczyt artyzmu kinowego. Jednak jak to jest już z pornosami z fabułą - fabuła nie stoi w nich na najwyższym poziomie. Niestety, gdy w filmach fikanych można ją przeklikać, by dojść do sedna, tutaj musimy męczyć się pseudoegzystencjalnymi problemami bohaterek przez ponad 150 minut. Masakra. 
Dziwi mnie metamorfoza ostatniej dziewczyny Bonda, która z babochłopa w tym filmie powróciła do swojego naturalnego wyglądu w Spectre. Dobrze na ekranie ogląda się za to Exarchopoulos (choć gorzej jeśli chodzi o napisanie jej nazwiska), którą chętnie zobaczę w innej produkcji. 
Generalnie jednak po tej trzygodzinnej przeprawie muszę powiedzieć, że mało który film w tym roku tak bardzo mnie wynudził jak właśnie ten, Film bardziej dolanowy niż u Dolana. 





środa, 27 kwietnia 2016

Śpiąca kurewna

Śpiąca piękność (Sleeping Beauty)
Australia 2011
reż. Julia Leigh
gatunek: dramat, erotyczny 

Filmów, które traktowały o prostytucji, jako sposobie na życie i łatwy dorobek było w kinematografii wiele. Sam na tym blogu pisałem o Piękności dnia, Młodej i pięknej czy Dziewczynie zawodowej lub choćby w pewnym sensie wpisującą się w tematykę kupczenia ciałem Malenie. Opisywany właśnie film także odnosi się niejako do najstarszego zawodu świata,choć w pewnej wariacji. 


Lucy (Emily Browning) przybyła na studia do Sydney z Perth. Mimo że ima się przeróżnych prac dorywczych od pomocy biurowej przez sprzątanie w kawiarni po branie udziału w jakichś eksperymentach medycznych ciągle brakuje jej pieniędzy, przez co grozi jej eksmisja. Pewnego razu dziewczyna znajduje w gazecie ogłoszenie, w którym poszukiwane są dziewczyny do obsługi kelnerskiej na zamkniętych przyjęciach. Jak się okazuje, praca ma też jednak drugie dno...


Film ten na poziomie pomysłu jest na pewno zarysowany bardzo ciekawie i mimo wszystko całkiem oryginalnie. Zapewne dzięki temu dostał się swego czasu do oficjalnej sekcji festiwalu w Cannes, gdzie co zrozumiałe przepadł. Niestety warstwa techniczna, jak i fabularna oraz w dużej mierze aktorska stoi już na bardzo ale to bardzo niskim poziomie. 
Dostajemy film, który jest zlepkiem słabo połączonych lub wcale niepołączonych ze sobą scen z życia bohaterki. Więc widzimy jak Lucy przez chwilę uczestniczy w eksperymencie medycznym, potem moment coś sprząta, kseruje w biurze, wysłuchuje skarg współlokatorów czy snuje się po ulicy. Gdy znajduje zaś pracę widzimy znów sceny, gdzie półnago obsługuje starszych jegomości, by za jakiś czas zostać bez słowa tytułową śpiącą królewną, gdzie śpiąc w pokojowym łożu zdaje się na łaskę bogatych emerytów, którzy mogą z nią robić prawie wszystko. Co ciekawe dziewczyna nie zadaje żadnych pytań, na wszystko się zgadza, jest bardzo nijaka jako postać filmowa. Najgłupsza zaś scena, to taka, gdy po potrzebująca pieniędzy Lucy po dostaniu pierwszej wypłaty wyciąga zapalniczkę i dosłownie puszcza zarobioną ciałem gotówkę z dymem.
Naprawdę chciałbym za coś pochwalić film, ale nic go nie ratuje. Jest tylko odrobinę lepszy od strasznego gniota, jakim był wymieniony na wstępie film z udziałem Sashy Grey. Nie polecam, duży zawód.





niedziela, 30 sierpnia 2015

Miłość niejedno ma imię

Love 
Francja 2015
reż. Gaspar Noé
gatunek: dramat, erotyczny, melodramat

Jako że wciąż nie mogę zabrać się za ponad dwuipółgodzinne Wkraczając w pustkę jedynym filmem Gaspara Noe, jaki miałem możliwość zobaczyć jest szokująca produkcja z Moniką Bellucci i Vincentem Casselem Nieodwracalne. Po tym filmie znałem już możliwości tego argentyńskiego reżysera i gdy pierwszy raz przeczytałem o opisywanym właśnie filmie wiedziałem, że to co obiecuje będzie prawdą i z niecierpliwością czekałem na premierę. Czy było warto? 


Fabularnie nie ma tutaj fajerwerków. Studiujący w Paryżu Amerykanin Murphy (Karl Glusman) wiedzie nieszczęśliwe życie u boku kobiety, której nie kocha. Wszystko dlatego, że na skutek pękniętej gumy powstało dziecko, którego matką jest nastoletnia Omi (Klara Kristin). Telefon od matki jego dawnej miłości, Elektry (Aomi Muyock) sprawia, że Murphy przypomina sobie chwile spędzone z tą ponętną dziewczyną. 


Swego czasu, jeszcze pod koniec lat 80. ubiegłego wieku Marek Koterski stworzył film Porno, gdzie główny bohater wracał myślami do swych wielu kochanek. Tutaj do kochanek wraca Murphy i na tym podobieństwa się kończą. Koterski dał światu kiepski pod względem fabuły film softerotyczny (ze słabą erotyką), Noe nakręcił zaś pornola. Artystycznego ale jednak pornola, gdzie wszystkie sceny nieseksu są tylko interludium do pokazania prawdziwej kopulacji w 3D. Od zawsze byłem zdania, że jeśli filmy 3D (lub 4D) mają jakiś sens to właśnie pod kątek pornografii. I w filmie Noego mamy ponad godzinę seksu. Seksu młodych i niebrzydkich ludzi w różnych konfiguracjach (mężczyzna plus kobieta, dwie kobiety, mężczyzna i dwie kobiety, mężczyzna, kobieta i trans), do wyboru do koloru. Jeśli ktoś chce zobaczyć wytrysk w 3D to niech jak najszybciej pędzi do kina. W sumie Noe nie przełamał żadnych barier, nie mamy tu przedstawionych perwersji, sado maso czy innych udziwnień. W sumie to klasycznie, niemal jak Bóg przykazał. Chociaż oczywiście nie ma co liczyć na ten film na TVP1 w przyszłości to także nie było tu nic, co zniesmaczy lub podnieci kogoś wychowanego w erze internetowego porno. Mimo to z kina kilka osób wyszło. Pomijając prostą choć uniwersalną fabułę mamy tu do czynienia z bardzo dobrze zrobionymi scenami seksu w pełnym trójwymiarze, co daje nam możliwość uczestniczenia w orgii z ponętną (do czasu zobaczenia jej zdjęć bez zębów) Aomi Muyock. Jak dla mnie tylko dla tego warto zobaczyć ten film. Film, który ma kilka innych plusów, jak choćby kilka żartobliwych scen, nawiązania do osoby reżysera (który zagrał tu w roli drugoplanowej). Trójwymiarowość daje produkcji znamiona czegoś nowego, czego wcześniej w kinie nie było. I dla tego polecam ten film każdemu, kogo nie rażą sceny ludzkiej kopulacji oraz wytryskujący obficie na widzów penis w 3D.