Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 grudnia 2017

Ludzie niechciani

Niemiłość (Nielubow)
Rosja, Belgia, Francja, Niemcy 2017
reż. Andriej Zwiagincew
gatunek: dramat
zdjęcia: Michaił Krichman
muzyka: Jewgienij Galperin

Reżyser między innymi dobrze przyjętego, przejmującego Lewiatana i ciekawego debiutanckiego Powrotu powraca na ekran z nowym filmem osadzonym po raz kolejny w teraźniejszej, putinowskiej Rosji. I choć trochę ze Zwiagincewem jest jak z Irańczykiem Farhadim więc dobrze wiemy jakiego filmu należy się po nim spodziewać, to nie przeszkadza to w odbiorze samego dzieła. Bo Rosjanin, tak jak i Irańczyk robią po prostu dobre, trafiające w punkt kino.


Poznajemy historię rozwodzącej się pary, Żeni (Mariana Spiwak) i Borysa (Aleksiej Rozin). Oboje mimo że jeszcze ze sobą mieszkają zaczynają sobie układać życie po małżeństwie: Żenia spotyka się ze starszym od siebie ustatkowanym finansowo mężczyzną, Borys spodziewa się zaś dziecka z młodszą od siebie kobietą. Podczas upadku instytucji rodziny coraz mniej miejsca jest na jedyne dziecko pary, dwunastoletniego Alioszę (Matwiej Nowikow), o którym wszyscy przypominają sobie, gdy chłopiec nagle znika...


Najnowszy film Zwiagincewa został bardzo dobrze przyjęty przez krytyków na całym świecie. Zdobycie Nagrody Jury i udział w konkursie głównym w Cannes, nominacja do Złotych Globów, gdzie nie jest pozbawiony szans na sukces, zapewne rychła oscarowa nominacja i kilka trofeów Europejskich Nagród Filmowych to tylko najważniejsze z zaszczytów, jakie spadły na tę produkcję. W Polsce do normalnej dystrybucji kinowej obraz wejdzie dopiero z początkiem lutego, jednak ja już teraz namawiam do tego, by odwiedzić sale kinowe. Bo najzwyczajniej w świecie warto. Dostajemy dobrze nakręconą wiwisekcję rozpadającej się rodziny, ulokowaną w teraźniejszości rosyjskiej jednak uniwersalną w swym przekazie. Autorzy świetnie pokazują do czego prowadzi brak poszanowania dla najbliższych nam ludzi, skupianiu się tylko na własnych przyjemnościach i doznaniach. Zwiagincew ukazuje pustkę życia niechcianego dziecka i jego niemy krzyk o pomoc, jeszcze zaś lepiej przedstawia całą genezę zachowań,które doprowadzają do tragedii. W filmie zawarta jest też jedna z najbardziej demonicznych filmowych teściowych w historii kina, a ta krótka scena z nią jednocześnie przeraża, jak i ironicznie bawi. 
Dostajemy kolejny mądry, roztropny film tego reżysera, w którym oprócz wartościowego tematu mamy dobre kadry i montaż oraz niezłą grę aktorską. Myślę, że tego typu filmy, które może nie są efektowne, lecz bardzo efektywne powinny stanowić pożywienie każdego kinomana. Zapewne w czasie seansu będziecie czuć dyskomfort psychiczny ale warto go poczuć. Choćby dlatego, żeby nie popełniać błędów bohaterów. 




  

wtorek, 8 sierpnia 2017

Fanatyk

Uczeń ((M)uchenik)
Rosja 2016
reż. Kiriłł Sieriebriennikow
gatunek: dramat
zdjęcia: Vladislav Opelyants
muzyka: Ilya Demutskiy

Opisywany właśnie film pojawił się w naszym kraju przy okazji rosyjskiego festiwalu Sputnik, a później wraz z kilkoma innymi tytułami z tegoż festiwalu zrobił objazd po studyjnych kinach w całej Polsce. Z racji tego, że w czasie wyświetlania w moim mieście filmu w czasie jakiegoś meczu, który chciałem obejrzeć nie dane było mi obejrzeć go w trybie festiwalowym. Na szczęście po pewnym czasie obraz Sieriebriennikowa wszedł też do naszych kin w normalnej, studyjnej dystrybucji. Tej okazji już nie przegapiłem. 


Wieniamin (Piotr Skworcow) żyje wraz z samotnie wychowującą go matką (Julia Aug) w jednym z miast na rosyjskiej prowincji. W pewnym momencie młodzieniec zaczyna przejawiać dziwne, wzmożone zainteresowanie Biblią i Słowem Bożym, które zaczyna głosić. Podważa też wszystkie teorie i sposoby nauczania nauczycielki z miejscowej  szkoły, Jeleny (Wiktoria Isakowa).


Chociaż w filmie widzimy żywot i przewrotną chrześcijańską radykalizację chłopaka w prawosławnej Rosji nie jest trudno przenieść podobną sytuację na płaszczyznę naszej katolickiej ojczyzny. Wieniamin i głoszone przez niego poglądy równie dobrze mogłyby być osadzone w jakichś Koluszkach lub Kutnie i nie straciłyby na tej migracji terenowej.
To, co udało się twórcą filmu to ukazanie samej postaci Wieniamina, który z każdą kolejną sceną pokazuje kolejne stadia religijnego obłędu - otwarcie stawia się nauczanemu w szkole darwinizmowi, jego przemowy wpływają na to, by na basenowych zajęciach szkolnych dziewczyny nosiły mniej wyzywające stroje, zaś gdy w pewnym momencie montuje w jednej sal wielki krzyż nikt nie ma mu tego za złe. Młody fanatyk potrafi swoją ideologią przekonać innych do swych radykalnych poglądów. W pewnym momencie zaś zaczyna mówić tylko cytatami z Biblii, a treść tych cytatów odbiega znacząco od pełnych empatii słów głoszonych przez Jezusa. Ogólnie ciekawie zarysowano też konflikt między Wieniaminem, a jego racjonalną nauczycielką Jeleną oraz między nią, a resztą ciała pedagogicznego, która zaczyna podważać zdroworozsądkową postawę nauczycielki. 
Film ten jest wartościowym zaczynkiem do dyskusji na temat wiary i granicy między osobą religijną, a fanatyczną i groźną. Reżyser stawia pytania odnośnie radykalizmu religijnego, który jak widać może przybierać różne formy i nie jest niestety właściwy jedynie dla części muzułmanów. Warto więc obejrzeć tę produkcję i zastanowić się nad tematami jakie padają podczas seansu. 






piątek, 16 grudnia 2016

Ratownicy

Światła wielkiej wsi (Ogni bolszoj dieriewni)
Rosja 2016
reż. Ilja Uczitiel
gatunek: komedia

Dawno temu, bo w 1931 roku Charlie Chaplin nakręcił Światła wielkiego miasta. Tym razem podobnym tytułem postanowili posłużyć się w Rosji, chociaż miasto zamieniono na wieś (trochę niesłusznie, gdyż akcja dzieje się w 50. tysięcznym miasteczku). I dzięki festiwalowi Sputnik mamy chyba jedyną okazję wybrać się na ten film w naszym kraju. A że wydań na DVD raczej nikt nie będzie planował to sam postanowiłem film zobaczyć właśnie teraz.


Unikający służby wioskowej Fiedia (Kiriłł Frołow) jest też jedynym pracownikiem podupadłego lokalnego kina. Gdy władze miasta na polecenie burmistrza (Jurij Bykow) kolega Fiodora, Stiopa (Makism Jemielianow) wpada na pomysł nakręcenia filmu, którego sukces uratuje kino. Do twórczej załogi zaciągają filmującego wesela Iliję (Wasilij Kortukow) oraz przybyłą na casting mieszkankę miasteczka, Żenię (Anastasija Mytrażyk). By film się sprzedał Stiopa chce zaangażować do niego gwiazdę kina. W tym celu porywa znanego aktora (w roli samego siebie Dmitrij Diużew) z przejeżdżającego przez miasto pociągu.


Jako że film jest jak na współczesne standardy dość krótki (trwa tylko 80 minut) nie można w nim narzekać na nudę. Ciągle coś się dzieje, akcja nie zamiera w miejscu, nie ma chwili na oderwanie się od ekranu. W sumie lepiej zafundować skondensowaną w atrakcyjnej formie fabułę niż przez dwie godziny rozwodzić się w wielu miejscach o niczym. Mamy tutaj do czynienia z dość sztampową, typową dla filmowych komedii z całego świata przewodnią tematyką fabuły - gdzieś na dalekiej prowincji, gdzie nikogo nie interesują sprawy mniej przyziemne niż alkohol i zagrycha bohater prowadzi kino, które chce zlikwidować miejscowy polityk, który stojąc w swym biurze przy przyglądającemu się mu portretowy prezydenta (w tym wypadku czujnym okiem spogląda Putin) rozmyśla już o wybudowaniu na jego miejscu swojego sklepu. Zaczyna się więc walka z czasem i złymi ludźmi. Taka historia mogłaby być i w USA, i w Polsce i w innych krajach Europy czy świata. Dlatego też jest to opowieść bardzo uniwersalna. A to tylko uwertura do tego, co najlepsze w filmie czyli samego kręcenia przez bohaterów swojego dzieła. W kameralnej sali kinowej, w której miałem okazję obejrzeć film często cała widownia spontanicznie wręcz wybuchała śmiechem. Bo i film ma kilka naprawdę dobrych komediowych fragmentów. 
To, co wyróżnia ten film to też dobrze zbilansowana ekipa aktorska - mamy rosyjskie gwiazdy filmowe w osobach stających naprzeciw swego emploi Bykowa i Diużewa oraz kilku młodych aktorów, z uroczą Mytrażyk na czele - można się zakochać! Do tego ich postaci są naprawdę sympatyczne i można ich szybko polubić - a to chyba najważniejsze w takich lekkich komediach. Zapewne pamięć o filmie dość szybko zniknie w mrokach filmowych dziejów, jednak dostrzegając sztampę i pewne braki muszę powiedzieć, że urzekł mnie ten film. Dlatego jeśli ktoś ma okazję wybrać się na podróżujący do marca po kraju Sputnik i akurat będzie wyświetlany ten film - jak najbardziej polecam. 






wtorek, 13 grudnia 2016

Blokowiska fantasy

Straż nocna (Nocznoj Dozor)
Rosja 2004
reż. Timur Biekmambietow
gatunek: fantasy, akcja 

Będąc w liceum uwielbiałem czytać książki Siergieja Łukjanienki, który to był wówczas jednym z moich ulubionych pisarzy. Jego powieści, w tym przede wszystkim cykl Patroli to naprawdę kawał dobrej roboty. Do dzisiaj dziwię się, że jedna z lepszych urban fantasy powstała właśnie w Rosji. Jako że niedawno dowiedziałem się, że autor wydał kolejną część swojej sztandarowej sagi postanowiłem obejrzeć ekranizację pierwszego tomu Patroli, czyli Nocnego patrolu (swoją drogą nie rozumiem, dlaczego pokracznie przetłumaczono tytuł filmu).


Od wieków siły ciemności i światła ścierają się miedzy sobą. Dawno temu doszło między nimi do wielkiej bitwy, jednak dowódca dobrej strony, Geser (Władimir Mieńszow) i przywódca ciemności, Zawulon (Wiktor Wierzbicki) zdając sobie sprawę z idealnej równowagi między siłami podpisują trwający do chwili obecnej rozejm, na mocy którego ustanowione zostały Dzienny oraz Nocny Patrol, których zadaniem jest strzec równowagi sił. We współczesnej Moskwie działa Anton Gorodecki (Konstantin Chabienski), który należy do Nocnego Patrolu kontrolującego siły ciemności. 


Od zawsze lubiłem podgatunek fantastyki nazywany urban fantasy, czyli po prostu fantastykę miejską. Siłą rzeczy dobrych książek z tego gatunku powstało raczej mało, filmów zaś jeszcze mniej, dlatego każdy znośnie zrealizowany czy napisany akt twórczy fani gatunku muszą przyjąć z radością. Cykl Łukjanienki (przynajmniej początek, dalszych części nie czytałem) był właśnie spełnieniem marzeń dla tych ludzi. Wampiry, czarownice, wiedźmy i potwory innych proweniencji mieszkające we współczesnym świecie, w wielkich i obskurnych blokowiskach, często obok siebie!? Dodać do tego znośną fabułę i materiał na dobre czytadło jest. Niestety przy ekranizacji wystarczyło tylko lub aż przenieść tą dobrą fabułę i w przyzwoity sposób to pokazać żeby było dobrze. Niestety reżyser zrobił to dość pokracznie. Film, owszem da się oglądać i czerpać pewną satysfakcję z tego, jednak w żadnym aspekcie nie umywa się on do swej książkowej wersji. W epoce Władycy Pierścieni zastosowano efekty, którym bliżej często do filmowego Wiedźmina, poprzez zwolnienie czasu (Zack Snyder musiał być dumny, gdy to widział) wydłużono film pewnie o jakiś kwadrans, jak nie dłużej, aż wreszcie średnio przeniesiona fabuła z licznymi brakami względem pierwowzoru i przede wszystkim nietrafiona obsada. Niestety dla mnie spory zawód. Polecam najpierw sięgnąć po książkę jeśli chce się oglądać ten film, aby później się nie zniechęcić. 






niedziela, 11 grudnia 2016

Nie ogon zdobi człowieka

Zoologia (Zoologiya)
Rosja, Niemcy, Francja 2016
reż. Iwan I. Twierdowskij
gatunek: dramat

Niedawno w Warszawie odbyła się jubileuszowa, już 10. edycja festiwalu Sputnik, gdzie prezentowane są najciekawsze rosyjskie filmy. Jako jeden z nielicznych festiwali Sputnik po pokazach w stolicy ruszył po raz kolejny w trasę po Polsce, dlatego również fani kina z terenu mają okazję zobaczyć niedostępne inaczej filmy. Sam wybrałem się właśnie na opisywany film (ale może obejrzę w następnych dniach jeszcze coś innego). Dobrze by było, gdyby twórcy innych festiwali puszczali prezentowane filmy w obieg po kraju.  


Ponad pięćdziesięcioletnia Natasza (Natalia Pawlenkowa) jest mieszkającą z matką starą panną w zaściankowym, nadmorskim mieście. Kobieta pracuje w zoo, gdzie jest ofiarą mobbingu ze strony pozostałych pracownic. Gdyby tego było mało w pewnym momencie kobiecie...wyrasta ogon. Skierowana przez lekarza na prześwietlenie poznaje radiologa, Pietię (Dmitrij Groszew). 


Film jest gorzkim spojrzeniem twórców na współczesną rosyjską prowincję, zaściankową beznadzieję z jej zabobonem i konserwatywnym strachem przed wszelką innością. I chociaż w filmie dochodzi element fantastyczny w postaci ogona (skoro Danielowi Radcliffe'owi mogły kiedyś wyrosnąć rogi, to czemu komu innemu nie ogon?) nie jest on głównym problemem bohaterki. O Swiele gorzej jest jej żyć w kraju absurdów, z niesprawną służbą zdrowia, chamskimi koleżankami z pracy czy zdziwaczałą matką, która wraz z innymi emerytkami powtarza zabobony i straszy upadłą europejską kulturą. Sam ogon jest często katalizatorem scen humorystycznych, a podsłuchiwane przez bohaterkę rozmowy staruszek, o złowrogiej ogoniastej kobiecie mieszkającej w pobliżu dają sporą dawkę wesołości w szarej codzienności filmu. 
Myślę, że film jest dość udanym połączeniem społecznego dramatu o wyobcowaniu (chociaż bohaterce od pierwszych scen widzowie będą kibicowali), o zapadłej dziurze, jakich wiele w Rosji, o obawach przed innością. Wszystko to polana elementem fantastycznym, w postaci ogona - naprawdę ciekawa mieszanka. Jak najbardziej można poświęcić na ten film półtorej godziny życia. 







niedziela, 20 listopada 2016

Fanatyk

Car 
Rosja 2009
reż. Paweł Łungin
gatunek: dramat, historyczny 

Od połowy XVI wieku do początków XX stulecia Rosją władały dziesiątki carów. Ich nazwiska dla niebędących Rosjanami przeważnie nikną w mrokach dziejów (tak, jak imiona setek władców innych krajów, których nikt niezainteresowany tematem nigdy nie pozna), jednak kilku carów każdy przyzwoicie wyedukowany człowiek w naszym kraju zna - nie obcy są zapewne Mikołaj II, Piotr Wielki, Katarzyna II czy bohater opisywanego filmu, Iwan Groźny. 


Car Iwan (Piotr Mamanow) traci kontakt z rzeczywistością: twierdzi, że umie odczytywać boskie znaki, a przede wszystkim uznaje, że jest otoczony przez spiskujących przeciw niemu zdrajców, których musi wyeliminować. Sprowadzony z odległego klasztoru Filip (Oleg Jankowski) - przyjaciel władcy z młodości widząc, co wyczynia car postanawia mu się przeciwstawić. 


Już podczas trwania II Wojny Światowej legendarny reżyser Siergiej Eisenstein nakręcił swoją wersję historii Iwana Groźnego (która to nawet doczekała się aprobaty ze strony Stalina, czego nie można powiedzieć o drugiej i nigdy niepowstałej do końca części trzeciej planowanej trylogii Eisensteina o carze),której jeszcze nie miałem okazji obejrzeć. Łungin jednak stworzył na pewno film mniej monumentalny i epicki w swej tematyce, niż jego poprzednik sprzed lat. Car nie przedstawia całego życia i przemian Iwana skupiając się na urywku z jego życia, który zbiega się z ustanowieniem metropolitą Filipa. Widzimy tutaj uniwersalną dla całego świata psychozę władcy, który roi sobie w swym mniemaniu, że cały świat chce go zgładzić (za namową, jakby że inaczej polskiego króla i jego judaszowych srebrników). Rozpoczyna się więc epoka terroru i czystek. Tego typu praktyki ze strony szalonych władców, którzy bardziej nadawali się do psychiatryka niż rządzenia krajem były w sumie w mniejszym lub mniejszym stopniu obecne w każdym kraju i zamieniając realia można byłoby w podobny sposób pokazać panowanie wielu innych władców. Traf jednak chciał, że w Rosji tacy zdarzali się nadzwyczaj często. Szkoda tylko, że sam kontekst Iwana Groźnego, jako bohatera filmu jest słabo zarysowany. Nie mamy moim zdaniem właściwego backgroundu pokazującego jakąś genezę i dokonania pierwszego cara Rosji - widz rzucany jest od razu na głęboką wodę w konkretną chwilę historii, bez znajomości historii i postaci Iwana ciężko jest się połapać w sytuacji, traci się smaczki, a car jest tylko kolejnym psychopatycznym władcą, jakich w kinematografii wielu. 
Także to, co mi się nie podobało to scena batalistyczna, gdzie wojska rosyjskie mierzą się z siłami polskimi. Jest to zrealizowane bardzo słabo i dodane niejako na siłę. Lepiej dla filmu byłoby, gdyby tej sceny po prostu nie było. Mam też zastrzeżenia do skali pokazywania miasta. Moskwa była w tamtym okresie, jak na standardy XVI wieku miastem dużym, zaś bohaterowie krążą ciągle wokół kilku tych samych chatek, otoczeni garstką poddanych. 
To, co zaś w filmie gra to na pewno duet głównych aktorów, znanego z Wysypy Mamanowa i mającego polskie korzenie Olega Jankowskiego w swej ostatniej przedśmiertnej roli. Ich dobra gra aktorska zrobiła z filmu rozgrywkę na poziomie psychologicznym. W filmie swoją rolę gra także doskonale znany w Polsce Aleksandr Domagarow. Nieźle w filmie wygląda też charakteryzacja, przywiązanie do detali ubioru jest naprawdę duża. Oglądając postaci z filmu można się przenieść w pewnym momencie do zabiedzonej Rusi drugiej połowy XVI wieku.
Nie jest to łatwy film rozrywkowy dla każdego, a raczej pozycja dla koneserów, która mimo swych wad ma także kilka dobrych. Plusów wydaje się jednak być więcej, więc sądzę, że jeśli jest się zainteresowany okresem czy postacią Iwana to warto obejrzeć tę pozycję.


niedziela, 13 listopada 2016

Totalna kimdzongilizacja

Pod opieką wiecznego Słońca (V paprscích slunce)
Czechy, Niemcy, Rosja, Korea Północna, Łotwa 2015
reż. Witalij Manski
gatunek: dokumentalny

Czytając liczbę państw, które brały udział w produkcji tego filmu można zauważyć oprócz dość standardowych Niemiec, Rosjan czy Czechów trochę mniej znaną filmowo Łotwę oraz kraj będący największym zaskoczeniem - Koreę Północną. A to za sprawą faktu, iż reżyser postanowił udać się do tego państwa, by nakręcić życie codzienne zwykłych ludzi. 


Wraz z kamerą obserwujemy życie przygotowującej się do wstąpienia do Unii Dzieci (komunistyczna młodzieżówka w Korei Płn.) Zin-mi oraz jej rodziców mieszkających w stolicy kraju, Pjongjangu. Szybko jednak okazuje się, że rodzina ta tylko odgrywa reżyserowaną przez koreański reżim pokazową rolę...


Korea Północna to jeden z najbardziej odizolowanych państw świata. Komunistyczny Raj dynastii Kimów wprawdzie otwiera się coraz bardziej na pochodzących z Zachodu turystów, jednak wydaje się, że wszystko to, co będą oni zobaczyć to jedna wielka mistyfikacja zaplanowana na potrzeby wycieczek.
Reżyser Manski widząc we wcześniejszych, całkiem licznych filmach dokumentalnych o tym państwie nie jednostki, a tylko całe masy ludzkie zapragnął nakręcić film o losie przeciętnej rodziny północnokoreańskiej. Co zadziwiające, udało mu się dostać zgodę na nakręcenie tego filmu, jednak to, co zaplanowali dla niego słudzy reżimu zawstydziłoby nawet twórców pamiętnego Truman Show. W północnokoreańskiej stolicy Manski spotkał się z podstawioną rodziną, która zamieszkała w nie swoim mieszkaniu, podjęła inny zawód, niż ten wykonywany na co dzień, a wszystkie swoje kwestie musiała powtarzać, do czasu, aż koreański koordynator był z nich w pełni zadowolony. Koreańczycy myśleli, że reżyser nakręci dla nich film propagandowy, który później pokaże w Rosji, jednak Manski oszukał Azjatów. Ci nie zdawali sobie sprawy, że gdy nikt nie obsługuje kamery, w której dodatkowo nie świeci się czerwona lampka ta może wciąż nagrywać. I tak szybko ujawniła się szokująca manipulacja ze strony decydentów Korei Północnej. Jednak uczestniczymy też w życiu wstępującej do Unii Dzieci dziewczynki, między innymi oglądając zajęcia szkolne, w których bierze udział. To dobitny i smutny przykład indoktrynacji, jakiej poddawani są Koreańczycy od dziecka do późnej starości. Ich życie ogranicza się do chwalenia Umiłowanych przywódców, a kult jednostki i restrykcje są na poziomie, na jakim nigdy nie było to spotykane ani w Związku Radzieckim, ani w Chinach,a czasy PRLu przy tym, co jest w Korei to czysta, niczym nieskażona sielanka. 
Chociaż ryzykowne zachowanie ze strony Manskiego opłaciło się, dając rezultat w postaci tego szokującego, choć wartościowego filmu, to było też skrajnie nieodpowiedzialne. Za nielegalne nagrywanie mogą ucierpieć występujący w filmie ludzie, z małą Zin-mi i jej rodzicami włącznie. W chorym kraju nigdy nie wiadomo, co może spotkać tych ludzi. Jednak skoro ten film już istnieje to warto zobaczyć życie i manipulacje stosowane w tym opresyjnym systemie. Do refleksji.




środa, 26 października 2016

Blokowiska strachu

Dama pikowa. Mroczny rytuał (Pikovaya dama. Chyornyy obryad)
Rosja 2015
reż. Swiatosław Podgajewski
gatnek: horror

Co jak co ale Rosja raczej nie kojarzy się z horrorem. Przynajmniej jeśli mówimy tu o gatunku filmowym. O ile w kraju tym rozwinął się całkiem dobrze dramat społeczny pokazujące niedolę i smutek mieszkańców, dramaty egzystencjalne czy filmy historyczne, a nawet całkiem przyzwoite swego czasu sci-fi lub film wojenny to kino grozy jest gatunkiem stosunkowo mało eksploatowanym na tamtejszym rynku. Dlatego z chęcią zabrałem się za seans przedstawiciela tego mało występującego gatunku.


Grupa nastolatków pod wpływem opowieści o pewnym duchu próbuje go przywołać. Gdy jeden z nich umiera w dziwnych okolicznościach ojciec (Igor Chripunow) Ani (Alina Babak) próbuje odkryć 
co jest tego przyczyną. 


Zawsze mnie zastanawiał w horrorach fakt przywoływania diabła/demona/potwora/upiora przez ludzi, którzy niby nie wierzą w jego istnienie jednak wiedzeni ciekawością i tak próbują go sprowadzić. Mimo że wiedzą oczywiście, że jeśli przybędzie do naszego ludzkiego wymiaru to w żadnym dobrym celu, przeważnie przecież zabija lub nawiedza wszystko co znajdzie w pobliżu. Ale i tak ciekawość zwycięża i zaczynają się kłopoty. W tym filmie jest oczywiście tak samo.
O samej produkcji nie ma zbytnio co się rozpisywać, gdyż nie wnosi ona nic nowego do gatunku, a jest tylko solidnie wykonaną kalką znanych pomysłów z filmów grozy klasy B. Jeśli widziało się filmy pokroju Mamy lub Ringu czy masy jeszcze słabszych tego typu produkcji to na pewno wie się, czego można się spodziewać po Damie pikowej. Oczywiście na plus działa tutaj niespotykany rosyjski klimat i akcja dziejąca się zasadniczo na terenie rozległych blokowisk z minionego systemu. Także aktorstwo stoi na przyzwoitym poziomie, czego nie można niestety powiedzieć o efektach specjalnych. Widać gołym okiem, że twórcy nie dysponowali pokaźnym budżetem, a wszystkie straszaki wykonano na poziomie tych sprzed co najmniej dekady. Także jest to film-ciekawostka, pełen wiele razy wykorzystywanych i od dawna znanych pomysłów, który z racji swojego pochodzenia może zainteresować fanów tego typu filmów. Inni mogą sobie spokojnie darować, chociaż nie sposób odmówić filmowi pewnego specyficznego klimatu. Czyli nihil novi sub sole w oryginalnym środowisku. 







niedziela, 26 czerwca 2016

Zbrodnia i kara

Wyspa (Ostrow)
Rosja 2006
reż. Paweł Łungin
gatunek: dramat


Filmy rosyjskie są w Polsce w dużej mierze nieznane. Ile znajdziemy osób, które wymienią choćby pięć produkcji filmowych naszych wschodnich sąsiadów? Zapewne niezbyt wiele. Rozumiejąc, że kraj ten, jak i jego obywatele nie są oględnie mówiąc zbyt lubiani należy jednak oddzielić politykę od sztuki i mimo uprzedzeń warto zagłębić się w tamtejszą kinematografię. Tak jak rodzice przekonywali mnie, że radzieckie filmy były dobre (nie mogę stwierdzić sam, bo jeszcze nie widziałem) to ja mogę zapewnić, że rosyjskie kino niekomercyjne jest warte uwagi. 


Rok 1976, Związek Radziecki. Mnich Anatol (Piotr Mamonow) żyje wśród przewodzonych przez ojca Filareta (Wiktor Suchorukow) mnichów na odizolowanej od świata wyspie. Ekscentryczny mnich od 30 lat pokutuje za zbrodnie, których się dopuścił w czasie drugiej wojny światowej: zabójstwo, zdradę i tchórzostwo. Ludzie z okolicznych wsi przybywają na wyspę po pomoc, uważając Anatola za świętego. Jednak nie wszyscy mnisi są mu przychylni (m. in. Dmitrij Diużew).


Uważam, że przemysł filmowy każdego kraju świetnie specjalizuje się w danym typie gatunkowym lub stylistyce. Dlatego nie zawsze próba przeniesienia hollywoodzkich wzorców na rodzimy grunt danego państwa wychodzi. A w większości wypadków po prostu nie wychodzi. Rosyjskie kino w swym głównym, klasycznym nurcie słynie z powolnych akcji, problemów nie ciała, a duszy bohaterów, wszystko to skąpane w litrach wódki pitej ze szklanki, wśród oparów dymu papierosowego, pośród pięknych majestatycznych dzikich lokacji lub nieprzyjemnego betonowego miasta rodem z czasów radzieckich. I także tutaj widz oczekujący szalenie pędzącej rozwałki i rozrywki nie ma czego szukać. Dostanie za to typowy dla Rosji dramat egzystencjalny o podłożu teologicznym, gdzie choć wódka się nie pojawia to inne elementy typowe dla tej kinematografii już tak. To co przykuwa uwagę odbiorcy, oprócz głęboko metafizycznej osi fabularnej (snującej się tradycyjnym, żółwim tempem) są urokliwe kadry (Oscara! Oscara za te zdjęcia) i równie pięka zimowa lokalizacja tytułowej wyspy kręconej w mieście Kiem. 
Film został zauważony przez kapitułę niszowego festiwalu Sundance, warto też by został zauważony przez ludzi, którzy szukają w filmie refleksji. Dla nich polecam. 




piątek, 26 lutego 2016

W pogoni za marzeniami

Bikiniarze (Stilyagi)
Rosja 2008
reż. Walery Todorowski
gatunek: musical, melodramat


Tytułem wstępu napiszę coś o samej polskiej nazwie tego filmu. Bikiniarzami nazywano w Polsce w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia subkulturę młodzieżową, która to wzorem amerykańskich bitników. Ludzie ci charakteryzowali się odrzucaniem sztywnych norm społecznych i buntem przeciw otaczającej ich rzeczywistości. Słowniki wydawane w tamtych czasach określały bikinarzy jako młodych ludzi ubierających się ekstrawagancko, w sposób przesadnie modny. Władze krajów zza żelaznej kurtyny często pośrednio walczyły z ludźmi z tej subkultury.


Mels (Anton Szagin) wraz z oddziałem Komsomoł (radziecka organizacja młodzieżowa) pod dowództwem Katii (Eugenia Chirwiskaja) tropi spotykających się tajnie bikiniarzy. Podczas jednego z nalotu na klub, w którym ci spędzają czas chłopak goni bikiniarkę Polzę (Oksana Akinszina). Podczas tej gonitwy zakochuje się w niej i postanawia dołączyć do grupy bikiniarzy, by móc spędzać czas przy dziewczynie. Najpierw jednak musi wkraść się w łaski grupy dowodzonej przez Freda (Maksym Matwiejew)...


Ogólnie to bardzo, ale to bardzo nie lubię musicali. Filmy, w których przez ponad pół swego trwania śpiewają i tańczą są dla mnie istną katorgą. Do tego uważam, że strasznie głupie jest, gdy ktoś zaczyna idąc ulicą nucić piosenkę, a nagle całe miasto zaczyna śpiewać i tańczyć w jej rytm. Cała irracjonalność tego gatunku stawia go u mnie na jednym z najniższych miejsc wśród gatunków filmowych w ogóle. Jednak opisywany film przypadł mi do gustu. Mimo że i tak jak we wszystkich musicalach są tu sceny głupie i głupsze to całość oglądało się całkiem dobrze, a do tego część piosenek najzwyczajniej wpadła mi w ucho i nie chce wylecieć dobrych kilka dni po zakończeniu seansu. Może to za sprawą nieoklepanego do tej pory języka rosyjskiego, który nie kojarzy się z tym gatunkiem, może to sprawka naprawdę dobrej muzyki jazzowej, a może przez mnogość barw i kolorów przetaczających się w niemal każdej scenie? Nie wiem. Jednak barwy tego świata to coś, co zapada na dłużej. Bikiniarze są kolorowi, pstrokaci, nijak nie wyglądają na obywateli radzieckich z siermiężnych lat pięćdziesiątych, gdzie wszystko dookoła jest szare i monotematyczne. Ich poczynania ogląda się bardzo przyjemnie. Choć w swej Amerykańskości starają się być bardziej Amerykańscy niż Amerykanie (co pod koniec filmu zostanie im boleśnie uświadomione) to całościowy obraz sprawia, że kibicuje się tym młodym ludziom, którzy mimo że muszą pracować jak inni w kopalniach czy fabrykach po pracy wdziewają się w pstrokate kostiumy i żyją tak, jak chcą. Do tego oprócz naprawdę dobrej gry aktorskiej i muzyki mamy całkiem sympatyczną fabułę z elementami komediowymi dzięki czemu w konsekwencji na całość przygód Melsa, Polzy i innych naprawdę mile się patrzy, a ponad dwie godziny filmu mijają jak z bicza strzelił. Naprawdę polecam poświęcić ten czas na przygody dziwacznych bikiniarzy i przenieść się w ten kolorowy świat szarych lat 50.




sobota, 31 października 2015

Rodziny się nie wybiera

Powrót (Wozwraszczenije)
Rosja 2003
reż. Andriej Zwiagincew
gatunek: dramat


Oglądałem w ostatnich latach całkiem dużo filmów rosyjskich i praktycznie wszystkie niezależnie od gatunku czy fabuły miały pewne punkty styczne, mianowicie nikt tak pięknie jak Rosjanie nie robi filmów o niczym lub w dużej mierze nicością wypełnione. Ile razy było tak, że w 90 minutowym filmie obserwowaliśmy pochód bohatera z punktu a do punktu b przez bite 20 minut? W co drugiej rosyjskiej produkcji tego typu wydarzenie musi być przedstawione tak samo, jak morze wypitej wódki. A w tym filmie zarówno nicość, jak i wódka się pojawia. 


Fabuła filmu nie jest szczególnie skomplikowana. Do domu zamieszkiwanego przez nastoletnich braci Iwana (Iwan Dobronrawow) i Andrieja (Władimir Garin) przybywa po dwunastu latach nieobecności ich ojciec (Konstantin Ławronienko). Mężczyzna zabiera synów w kilkudniową podróż, która ma ułatwić wzajemne poznanie się...


Film ukazuje ciężkie stosunki pomiędzy dawno (a prawie nigdy w wypadku młodszego syna) nie widzianym ojcem, a jego dwojgiem dorastających dzieci. Bezimienny mężczyzna zabiera swoich synów w podróż na bezludną wyspę, gdzieś w Rosji, by tam dać swej progeniturze szkołę życia, która to jest dla nich wskazana, gdyż całe życie wychowują się z matką i babką i mieli prawo zniewieścieć. Dla starszego z synów ojciec jawi się jako wzór, osoba którą trzeba szanować i bezwzględnie słuchać jej rad i zaleceń. Dla młodszego z braci osoba ojca nie jest już tak oczywista i często wyraża otwarty sprzeciw wobec apodyktycznego rodzica, często będącego tyranem - despotom. W ciężkich warunkach zarówno emocjonalnych, jak i pogodowych będą kształtować się relacje pomiędzy trzema mężczyznami.
Na uwagę zasługują miejsca kręcenia akcji. Bezkresna i wyludniona Rosja z filmu autora między innymi Lewiatana jest tutaj bardzo przekonująca. Jezioro Ładoga, wśród którego toczy się grom akcji fascynuje swym pięknem, samo wypłynięcie na wyspę położoną na nim jest jedną z ładniejszych scen wśród kina drogi w ogóle. 
Niestety mimo wielu nagród sama fabuła nie kupiła mnie. Podróż jest dość nudna, sztampowa i niezbyt ciekawa. Monotonność przerwana jest może jedną z ostatnich scen, jednak w sumie można było spodziewać się podobnego toku akcji. Dialogi są skąpe, zdawkowe i niespecjalnie frapujące widza. Niestety jest to kino drogi z silnym męskim pierwiastkiem, a mężczyźni jak to mężczyźni nie mają za dużo do gadania. Jest to typowo produkcja dla koneserów kina, a ci którzy nie potrafią dostrzec piękna tych skomplikowanych produkcji jednak niech zostaną przy American Pie.







niedziela, 11 października 2015

Upadek

Ładunek 200 (Gruz 200)
Rosja 2007
reż. Aleksiej Bałabanow 
gatunek: dramat, thriller

Tytułowym ładunkiem 200 określano w ZSRR cynkową trumnę, w której to w radzieckiej, a później już rosyjskiej armii przywożono do kraju ciało poległego na wojnie żołnierza, lub ogólnie osobę zmarłą. Akcja filmu rozgrywa się w 1984 roku, czyli mniej więcej w połowie zbrojnej interwencji radzieckiej w Afganistanie, więc w czasie, gdy takich ładunków do kraju trafiało dość dużo. Sam film jednak nie jest opowieścią wojenną, o czym za moment. 


Ciężko jest opisać w kilku zdaniach fabułę tego filmu. Mamy radziecką Rosję w roku 1984. Rzecz dzieje się na prowincji. Poznajemy wykładającego naukowy ateizm profesora z Leningradu (Leonid Gromow), któremu w drodze do odwiedzenia matki psuje się samochód. Dociera do chatki na odludziu, którą zamieszkuje bimbrownik i domorosły filozof Aleksiej (znany z głównej roli w  Lewiatanie Aleksiej Serebriakow), jego żona i pomocnik Suńka (Michaił Skriabin). Chwilę później po bimber do Aleksieja zgłasza się Walera (Leonid Biczewin) oraz Andżelika (Agnija Kuzniecowa). Chłopak po pewnym czasie pada pod ławę pijany, a na Andżelikę czekają kłopoty. Jako córka przewodniczącego partii w regionie szybko zostaje uznana za zaginioną. Śledztwo w tej sprawie prowadzi milicjant Żurow (Aleksiej Połujan).


Dostajemy do oglądania naprawdę bardzo ciężki, przygnębiający film. Produkcja umiejscowiona została w czasach schyłkowego już ZSRR, gdzie dobra żywność jest już towarem deficytowym, a jedyne na co w dużej ilości może sobie pozwolić człowiek jest wódka lub lepiej bimber z niezbyt legalnego źródła. Bohaterowie, jak w każdym rosyjskim filmie więc upijają się wysokoprocentowym alkoholem pitym z pełnych szklanek do nieprzytomności wcześniej tocząc filozoficzne dysputy o życiu. Film ten zabiera nas nie do pewnie i w tamtych czasach dość dobrze wyglądającego Petersburga czy Moskwy, a na zabitą dechami prowincję, która jest obrazem nędzy i rozpaczy. Ledwie stojące domy, obskurne ulice i jeszcze bardziej obskurne charaktery ludzi uczestniczących w tym przedstawieniu, to wszystko wpływa na bardzo depresyjny nastrój całości. A dodać do tego jeszcze psychopatę porywającego naiwną córkę ważnej persony, nie wahającego się zabić dla swych chorych celów, świadka porwania, który jednak boi się poinformować o tym władze, by nie narobić sobie kłopotów, przez co godząc się na śmierć (w majestacie prawa) niewinnego człowieka, który wcześniej mu pomógł to mamy pełen obraz degrengolady społeczeństwa w krańcowej fazie systemu. Jest to film mocny, w wielu miejscach brutalny ale też świetnie zrealizowany i bardzo dobrze zagrany. Bałabanow w tym filmie jawi się jako rosyjska wersja naszego Smarzowskiego, tylko jeszcze bardziej epatująca złem i zepsuciem. Każdy o choć trochę mocniejszych nerwach powinien zobaczyć ten film.





wtorek, 21 lipca 2015

Policyjna patola

Major 
Rosja 2013
reż. Jurij Bykow
gatunek: dramat, kryminał

Rosyjskie filmy łączą w sobie cząstkę filmów europejskich i azjatyckich. Daleko im do hollywoodzkich produkcji, a gdy chcą wykonać produkcję zbliżoną do tej z Fabryki Snów, jak na przykład Nocny Patrol czy Stalingrad wychodzi im to łagodnie mówiąc niezbyt dobrze. Natomiast dobrze czują się w filmach egzystencjalnych opisujących losy zwykłych ludzi żyjących w poradzieckim, wciąż opresyjnym systemie, gdzie wódka jest jedynie wprowadzeniem elementu baśniowego do szarej rzeczywistości. 


Głównym bohaterem tego filmu jest oficer policji (dla niedoinformowanych - kilka lat temu tą nazwą zastąpiono milicję), tytułowy major Siergiej Sobolew (Denis Szwedow) dostaje na ranem informację, że jego żona zaczyna rodzić w szpitalu położonym w większym mieście, także wsiada do samochodu i z piskiem opon rusza zobaczyć rodzącego się potomka. Gnając na złamanie karku na jakimiś pustkowiu nieopodal przystanku potrąca na oczach matki (Irina Nizina) śmiertelnie małego chłopca. Chociaż wie, że to jego wina zdezorientowany nie wie co robić więc zatrzymuje się, zamyka matkę chłopaka w swym aucie i dzwoni po kolegę z pracy, cynicznego Pawła Kroszunowa (Jurij Bykow). Ten po przyjeździe chce zatuszować sprawę i całą winę zrzucić na matkę, na co Sobolew początkowo się zgadza. 


Film Bykowa poraża. Oglądając działania skorumpowanej policji oraz sposoby, którymi policjanci czyszczą się z zarzutów widzimy zatrważający świat, w którym kryminogenna klika tak zwanych stróżów prawa sprawuje niemoralną władzę nad ludźmi, których poprzysięgła bronić. W tej grupie zawodowej przez cały film w sumie nie trafia się choć jeden czysty przedstawiciel prawa. Wszyscy mają jakieś grzechy, każdy kryje każdego, gdyż w przeciwnym razie na światło dzienne może wypłynąć coś co może obciążyć osobę, której nie podoba się działanie kolegów. Skoro Rosjanie sami pokazują w swym własnym filmie taki sposób działania systemu, to aż strach pomyśleć jak bardzo źle jest w rzeczywistości. Nasza Drogówka stworzona przez Smarzowskiego przy tym jawi się jako swojska opowieść o ludziach, którzy nie zawsze przykładają się na 100%. 
Pierwsza część filmu jest bardzo senna, toczy się na bezludnym pustkowiu, gdzie więcej mamy z teatru niż filmu, później zaś akcja przenosi się na posterunek policji i tam już pierwsze kilka scen jakie ujrzymy nadaje się do zapamiętania. Warto zobaczyć ten film choćby dla pierwszych 10 minut na komisariacie. A później dochodzi jeszcze wątek z kina akcji. Naprawdę mamy do czynienia z filmem niezwykłym i choć ciężkim do jednoznacznego ocenienia wartym zobaczenia. Chociaż dla pewnej części społeczeństwa okaże się on nie do obejrzenia. A szkoda, bo to dobra opowieść o życiu, czynach i ich konsekwencjach. 


piątek, 20 marca 2015

Opowieści z Tichodońska


Antykiller (Antikiller)
Rosja 2002
reż. Egor Konchalovskiy
gatunek: sensacyjny

W zeszły roku wydana została z piętnastoletnim opóźnieniem książka Daniła Koreckiego pod tytułem Antykiler. Zachęcony dobrze wykonaną okładką i ciekawym opisem zakupiłem to opasłe tomiszcze kompletnie nieznanego autora i były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy na książkę od dawna. Historia kształtujących się po rozpadzie ZSRR struktur mafijnych oraz przygotowań do zamachu na prezydenta kupiła mnie od razu. Mocna, często brutalna męska powieść, którą czyta się jednym tchem (o ile jest na to czas). Dlatego z dużym oczekiwaniem podszedłem do obejrzenia filmu opartego na prozie Koreckiego. I srogo się zawiodłem. 


Major Korieniew (Jurij Kucenko) wychodzi z więzienia, gdzie trafił za nadużycia władzy. Snuje się bez większego celu po smętnych ulicach i zapuszczonych melinach Tichodońska (chodź w filmie nie pada ani razu nazwa tego wzorowanego na Rostowie nad Donem miasta). Dowiaduje się on w czasie wędrówek o konflikcie między lokalnym bossem Szamanem (Alexandr Baluev), a niejakim Barkasem (Dmitri Miller). Tymczasem z więzienia wychodzi złodziej z autorytetem - Krzyż (Sergey Shakurov). Jego konflikt z przywódcom złodziei Ojcem (Mikhail Ulyanov) wydaje się nieodzowny. Na dodatek w mieście grasuje bandyta - troglodyta Małpa (w oryginale Kark - Viktor Sukhorukov), który wraz ze swoją małą ekipą sieją zamęt i postrach u każdej ze stron.


Książka na swoich ponad 500 stronach zawierała masę wątków i postaci, których w wielu miejscach się przecinały. W filmie tego nie ma. Przez dwie godziny ogląda się jakieś zdarzenia, jednak ciężko czuć do kogoś jakiekolwiek uczucia - czy to pozytywne czy negatywne. Książkowi bohaterowie byli ludźmi z krwi i kości, ich filmowi odpowiednicy to bezpłciowe kukły pozbawione osobowości. Gdybym nie czytał książki to nie mógłbym nawet zorientować się o co chodzi w fabule. Mimo że przeczytałem kilka dni temu ostatnią stronę powieści to oglądając produkcję filmową sam nie mogłem się połapać co autor miał na myśli. Biorąc pod uwagę fakt, że filmowcy wykastrowali fabułę z jednego najważniejszego wątku powieściowego (przygotowania zamachu na prezydenta oraz przygotowania sił specjalnych do niedopuszczenia do owego) to i z drugiego wątku zostały tylko ochłapy (pominięcie wielu kluczowych bohaterów,w  tym Ryndy, olanie świetnego wątku więziennego etc). W ogóle też fabuła w wielu miejscach została po wykastrowaniu zmieniona przeradzając się w potworka. 
Niestety do tego wszystkiego dopasował się poziom gry aktorskiej oraz efektów. Oczy bolą przy patrzeniu na sceny walki czy wybuchów, Sto lat temu lepiej by to zrealizowano! 
Nie chcę się denerwować i nie będę się dłużej rozpisywać nad tym badziewiem. Po fantastycznej książce liczyłem na choć dobry film. Trzymajcie się od niego z daleka! Jednak polecam gorąco książkowy pierwowzór! 





wtorek, 10 marca 2015

Wojna futbolowa

Okolofutbola
Rosja 2013
reż. Anton Bormatov
gatunek: dramat
zdjęcia: Igor Grinyakin
muzyka: Kirill Gorokhov

 Z czym normalnemu człowiekowi kojarzy się piłka nożna? Z emocjami sportowymi, 22 (plus sędziowie) spoconymi facetami biegającymi za piłką oraz coraz częściej z wielką komercją i jeszcze większymi pieniędzmi. Jednak istnieje też druga, mniej przyjemna strona. Kibole i chuligani, dla których rozgrywki sportowe są tylko pretekstem do rozrób i dawania sobie po mordach. I właśnie o nich jest ten film.


Nie mamy w produkcji Bormatova do czynienia ze zbyt złożoną fabułą. Poznajemy kilku sympatyków Spartaka Moskwa, którzy to oprócz wspierania zespołu poprzez doping na meczu rozwiązują spory o supremację w kibolskim półświatku za pomocą walki w ustawkach. Mimo, że pochodzą z różnych środowisk to potrafią się też odnajdywać w brutalnym świecie chuliganerii. Główne rolę odgrywają tu mający masę pieniędzy Mazor (Pavel Erlikov), wykładający historię na uniwersytecie Ticzer (Aleksandr Ratnikov) oraz mechanik Jary (Ivan Fominov) i didżej Brzytwa (Grigory Ivanets). Panowie łączą sobie czas między swoimi sprawami zawodowymi oraz wspólnymi bijatykami z kibolami innych drużyn. Taką stabilną egzystencję przerywają im jednak funkcjonariusze OMONu (Mobilny Oddział Specjalnego Przeznaczenia). Bohaterowie przeczuwają, że któryś z nich donosi na policję. Co gorsze Mazor wysyła do Ticzera swoją dziewczynę (bardzo miła dla oka Darya Mingazetdinova), w celu korepetycji z historii. Na nieszczęście ta zakochuje się w swym nauczycielu...


Filmowa chuliganerka została przedstawiona w sposób dość wiarygodny. Bez zbędnego moralizowania, bez prób tłumaczenia pobudek, dla których ludzie uczestniczą w leśnych burdach. Większość seansu widz spędzi oglądając sposoby ustawiania się na walkę, sam akt mordobicia i ewentualnego kontaktu ze służbami prawa. Równolegle do tego pokazane jest też życie głównych bohaterów w aspektach, ujmijmy to pozasportowych. Wtedy to oddają się piciu wódki, spędzaniu czasu w klubach nocnych i zażywaniu narkotyków. Autorzy nie silili się zagłębiać zbyt mocno w psychikę bohaterów. Owszem, bohater A ma pewne wyrzuty sumienia donosząc na policję, bohater B niby nie chce dziewczyny przyjaciela, ale w sumie nie odmawia zbyt przekonująco. Fabuła jest mocno sztampowa i przypomina tę w pornosach. Dialogi są tylko przerywnikami między tym co tygrysy lubią najbardziej - mordobiciem. Na pewno można wynieść jakiś sens z tego co przeżywają bohaterowie, jednak nie są to zbyt ambitne historie, w sumie ich wtórność jest strasznie oczywista i ktoś, kto obejrzał w życiu więcej niż dziesięć filmów będzie mógł spodziewać się tego, co zrobi poszczególny bohater filmu. Jednak nie oszukując się - film nie powstał przecież dla wysublimowanej fabuły, którą będzie się rozpamiętywać przez kilka dni po seansie. Tutaj chodzi o coś zupełnie innego. A sceny przemocy zostały zrealizowane całkiem poprawnie. I jest ich dużo. Dla fanów bijatyk więc to na pewno duży plus. A fabularna otoczka jakoś spełnia swoje zadanie w tle. Szkoda tylko, że wątek z dziewczyną został trochę ucięty. Spodziewałem się mocniejszej reakcji.
Nie można też się przyczepić do gry aktorskiej, którą oceniam na dobrą. Do tego można zwiedzić spory kawałek Moskwy, która w obecnych czasach jest dość egzotycznym dla Polaków miejscem. Fani akcji, kibolstwa i wszelakiego mordobicia mogą łykać ten film w ciemno. Innym ani nie polecam ani nie odradzam. 90 minut zleci szybko, ale szybko też się o czasie spędzonym z tą produkcją zapomni. Jednak jeśli ktoś chce zobaczyć jak wygląda wschodnioeuropejska wersja Hooligans czy Football Factory to już wie gdzie ma sięgnąć.


środa, 11 lutego 2015

Beznadzieja zapijana wódką

Lewiatan (Leviafan)
Rosja 2014
reż. Andriej Zwiagincew
gatunek: dramat
zdjęcia: Michaił Krichman
muzyka: Philip Glass

Tytułowy lewiatan odnosi się do biblijnego potwora wspominanego w Starym Testamencie. Miał on być wielkim morskim stworem, siejącym grozę i niemal niemożliwym do pokonania. Potwór ten przywoływany często jest w Księdze Hioba, która ukazuje cierpienia tytułowego jej bohatera. Filmowym lewiatanem okazuje się zaś zły system władzy, który potrafi sprowadzić na człowieka wręcz hiobowe cierpienia.


Głównym bohaterem filmu Zwiagincewa jest żyjący na obrzeżach zapadłego rosyjskiego miasteczka Nikołaj (Aleksiej Serebriakow). Nikołaj oprócz żony Lilii (Elena Liadowa) i syna Romy (Sergey Pokhodaev) posiada skromny, stary dom na wybrzeżu. Pech chce, że na teren jego posesji chrapkę ma miejscowy mer, Wadim (Roman Madjanow), który zamierza na tym miejscu postawić swoją daczę. Korzystając ze swoich uprawnień zawłaszcza ziemię przy odszkodowaniu 6 razy mniejszym niż jego prawidłowa wycena. By pomóc przyjacielowi w batalii sądowej do miasteczka przybywa z Moskwy wpływowy prawnik Dmitrij (Władimir Wdowiczenkow). Jego przyjazd stanowi preludium do mającej się rozegrać tragedii...


W tym wolno snującym się filmie życie toczy się własnym, ospałym tempem. Depresyjna aura podniszczonego miasteczka, gdzieś na północy Rosji wprawia widza od początku w przygnębienie. A każda kolejna minuta seansu potrafi zdołować jeszcze bardziej. Mamy tutaj atmosferę beznadziejności, która niemal wylewa się z ekranu. A jedynym lekarstwem na marazm dnia codziennego dla bohaterów jest pita tutaj ze szklanek lub wprost z butelki wódka.  A piją tutaj wszyscy. Główni bohaterowie i ich znajomi, politycy z urzędnikami, nawet dzieci. 
Obraz Zwiagnicewa jest próbą rozliczenia się z wadliwym systemem. Kontrolowane przez lokalnego watażkę sąd, prokuratura czy służby porządkowe nie pozwolą pokrzywdzonym ludziom skutecznie domagać się swoich praw. Gdy nawet legalnie udałoby się dojść po swoje w wyższych organach to pan polityk jest w stanie złożyć człowiekowi wizytę w gronie kilku zabijaków w dresach. 
Przesłaniem filmu jest tutaj to, że największym potworem i zagrożeniem jest na tym świecie sam człowiek.
Sam film ubiega się w tym roku o Oscara. Czy zasługuje na niego? Jest w nim wiele ciężkich, ale ważnych kwestii życiowych, autorzy stawiają ważne pytania, na które starają się pokazać odpowiedź. Całość nakręcona jest całkiem dobrze, choć ogólna narracja przyzwyczaja nas do dłużyzn. Chociaż taka już wolna, smętna i melancholijna natura tej produkcji. 





wtorek, 6 stycznia 2015

Sensacje XX wieku

Rasputin 
Rosja 2013
reż. Irakli Kvirikadze
gatunek: biograficzny, dramat
zdjęcia: Ennio Guarnieri
muzyka: Enri Lolashvili Przy pomocy Gerarda Depardieu, któremu powierzono tytułową rolę Rosjanie wzięli się za próbę zekranizowania życia Grigorija Rasputina - jednej z najbardziej tajemniczych postaci XX wieku, a może nawet i w całej historii powszechnej. Film Kvirikadze niestety jednak nie dołączy mimo bardzo ciekawej głównej postaci do kanonu najlepszych dzieł biograficznych współczesnej kinematografii.


Syberyjski chłop Rasputin dokonuje różnorakich cudów i uzdrowień. Sława kieruje go do stolicy carskiej Rosji, gdzie zyskuje swoich oddanych fanów. Po pewnym czasie wezwany zostaje do siedziby rodziny cara - Carskiego Sioła, by pomóc w uleczeniu carewicza Aleksa. Gdy to mu się udaje dzięki protekcji zafascynowanej nim żony cara Mikołaja (Vladimir Mashkov) Aleksandry (w tej roli Francuzka Fanny Ardant) pozostaje w najbliższym otoczeniu caratu zyskując coraz większe wpływy. Nie wszystkim jednak się to podoba...


Obserwujemy akcję od czasu jego przybycia do carskiej siedziby, aż do śmierci pod koniec 1916 roku. Jest to okres bardzo niespokojny  w dziejach Rosji, aczkolwiek ciągłe bale odbywające się w trakcie filmu tego nie potwierdzają. Przecież oprócz wielkiej wojny jeszcze większym zagrożeniem dla ówczesnego porządku była działalność sił rewolucyjnych, która rosła z każdym rokiem od końca XIX stulecia.  W filmie tego nie widać. 
Ogólnie też autorzy starali się z tego co zauważyłem oddemonizować wizerunek Rasputina, który jednak nie kojarzy się zbyt pozytywnie. Patrząc na film widzimy w sumie sympatycznego brodacza, który może i czasem przedawkuje z alkoholem czy pójdzie na dziwki, ale przecież co to za wady, gdy dokonuje się uzdrowień i troszczy o los ojczyzny. Reżyser stawia pytanie czy naprawdę Rasputin był tu tym złym i daje swoją odpowiedź, że najwyraźniej jednak nie. Niestety jednak wszystkie postaci są zbyt jednowymiarowe i ciężko sie tu z kimś na dłużej zżyć, polubić czy poznać motywacje. Szkoda, bo film miał potencjał zarówno tematyczny jak i w sumie aktorki, a i kostiumowo wypadł całkiem dobrze. Coś jednak nie zagrało i wyszedł bardzo typowy średniak. Jak to z przeciętniakami - obejrzenie specjalnie nie zaszkodzi, ale i jak się nie zobaczy to nie przegra się zbyt wiele.