Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vangelis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vangelis. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2017

Just Five: Kompozytorzy filmowi

Po stosunkowo długiej przerwie świąteczno-noworocznej powracam z zapoczątkowanym jakiś czas temu cyklem Just Five. W tej odsłonie zamierzam przedstawić kilku swoich ulubionych autorów muzyki do filmów. Oczywiście skupiam się tutaj na autorach, którzy tworzą ścieżkę dźwiękową dedykowaną filmowi, nie ma więc mowy o muzyce filmowej znanej z polskich komedii romantycznych, czyli zwykłemu wrzucaniu światowych przebojów do filmu. Myślę, że niemal każdy dobry film nie może się obejść bez dobrego podkładu muzycznego, a wiele motywów przewodnich z filmów zaczyna żyć własnym życiem. A oto piątka twórców, których każdy fan kina powinien znać. Oczywiście wartościowych muzyków filmowych jest wielu, zabrakło więc miejsca dla takich tuzów, jak m.in. Hans Zimmer, Howard Shore, Wojciech Kilar, Jóhann Jóhannsson czy Abel Korzeniowski. 



Krzysztof Komeda


Ikona polskiego jazzu, stały współpracownik Romana Polańskiego i jedyny Polak, którego wymieniam tutaj szerzej. Jako przykład jego filmowej twórczości wymieniam motyw przewodni z Dziecka Rosemary, który to utwór przyniósł mu chyba największą światową sławę. Mimo tragicznej śmierci w wieku zaledwie 38 lat jego muzykę możemy słyszeć w aż 68 filmach, w tym wielu powstałych już po jego śmierci. Jego ścieżka filmowa budowała nastrój w takich filmach, jak Nieustraszeni pogromcy wampirów czy Prawo i pięść. 

Ennio Morricone


Włoski nestor muzyki filmowej to jak dla mnie niekwestionowany mistrz w swojej robocie. Zbliżający się do 90. urodzin Morricone stworzył podkład muzyczny do kilkuset filmów, z czego wiele to obrazy powszechnie znane i szanowane. Gdyby ode mnie zależało, to rokrocznie otrzymywałby Oscary za muzykę. Dorobił się ich tylko dwóch: za całokształt twórczości i zeszłoroczny za Nienawistną ósemkę. Najbardziej znany ze współpracy z Seriem Leone, przy Dolarowej Trylogii oraz Dawno temu w Ameryce i Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Świetnie czuje każdy gatunek filmowy. Kiedyś w cyklu muszę poświęcić mu odrębną notkę.

Nino Rota


Kolejny muzyk pochodzący z Włoch. Według filmwebu autor prawie 150 ścieżek dźwiękowych do filmów. Jego muzykę słyszeliśmy w takich ważnych włoskich filmach, jak Słodkie życie, La Strada czy Osiem i pół jednak ponadczasową sławę dał mu film Ojciec chrzestny i niezapomniany motyw przewodni do niego. Mogłeś nie czytać książki, nie widzieć ekranizacji z Marlonem Brando, jednak słysząc to od razu wiesz z czym masz do czynienia. Majstersztyk. 

John Williams


Gdyby chciało się po przecinku wymienić hitowe tematy przewodnie, które skomponował Amerykanin z pewnością zabrakło by miejsca. Pokazowo wybrałem motyw z Indiany Jonesa, który towarzyszy mi od lat. Słysząc te dźwięki można od razu rzucić się w wir przygody, tak jak bohater cyklu filmów. Jednak Williams to też świetna muzyka z Gwiezdnych wojen, pierwszych części Harry'ego Pottera i sztandarowy współpracownik Spielberga. Oby tworzył jak najdłużej!

Vangelis


I wreszcie pora na Ewangelosa Odiseasa Papatanasiu, czyli Greka, którego świat najlepiej zna pod pseudonimem Vangelis. Autor wielu monumentalnych, często bazujących na elektronice motywów muzycznych, który najczęściej wspominany jest dzięki zapierającej dech w piersi muzyce do Rydwanów ognia. Sam jednak najbardziej cenię go za świetny motyw z filmu 1492: Wyprawa do raju.

wtorek, 6 stycznia 2015

Podróże Kolumba

1492: Wyprawa do raju (1492: Conquest of Paradise)
Francja,  Hiszpania 1992
reż. Ridley Scott
gatunek: biograficzny, przygodowy, dramat
zdjęcia: Adrian Biddle
muzyka: Vangelis


Pięćset lat po pierwszej z osławionych podróży Kolumba powstały dwa filmy upamiętniające to wydarzenie. Pierwszy z nich - Kolumb odkrywca z m.in. Marlonem Brando, Benicio del Toro czy Catheriną Zatą - Jones nie przypadł widzom do gustu, natomiast opisywany właśnie przeze mnie film znanego i cenionego już wtedy reżysera późniejszego Gladiatora (Scott miał już wtedy w dorobku zarówno Obcego jak i Łowcę androidów) spełnił w dużym stopniu wymagania krytyków.



Fabuła filmu o tak znanej postaci jest na tyle przewidywalna, że nie trzeba jej chyba zbytnio streszczać. Będący w średnim wieku Krzysztof Kolumb żyje w świecie, w którym jeszcze Kopernik nie ogłosił swego przełomowego dzieła O obrocie sfer niebieskich a doktryna wszechwiedzącego Kościoła mówi o tym, że Ziemia jest płaska. W świecie tym, dla każdego kto myśli choć trochę inaczej niż ówczesny mainstream czeka już porządna dawka chrustu podłożonego pod stos. Takim kontestatorem jest właśnie Kolumb, który próbuje zyskać pozwolenie na przepłynięcie drogi do Indii płynąc nie wzdłuż Afryki  w kierunku wschodnim, lecz chcąc popłynąć statkami na zachód okrążając tym samym kulę ziemską. Po wielu staraniach zyskuje on uznanie królowej Izabeli (współpracująca już z Ridleyem Scottem przy Obcym Sigourney Weaver) i rusza na trzech statkach w wyprawę do Indii nie zdając sobie sprawy, że dotrze do Nowego Świata i na trwałe wpisze się do historii ludzkości. 

Główna akcja toczy się na dwóch płaszczyznach, pomiędzy Starym a Nowym Światem oddzielonym od siebie wielką wodą. W tym starym świecie jesteśmy świadkami zakończenia się ery rekonkwisty oraz widzimy panoszenie się wszechwładnej inkwizycji. Natomiast w świecie nieodkrytym dotychczas przez białego człowieka autorzy pokazują nam wizję tytułowego raju: miejsca dziewiczego i bliskiego naturze. Oczywiście przybycie cywilizacji szybko ma to zmienić...


Na wydarzenia patrzymy tu okiem Kolumba (w tej roli rosyjski aktor francuskiego pochodzenia Gérard Depardieu). Ridleyowski Kolumb jest pokazany jako osoba krytyczna w stosunku do doktryn kościelnych, bardzo idealistyczna, z dużą skłonnością do refleksji i egzystencjalnych bon motów. Trochę te wszystkie mądre cytaty ze strony Kolumba zalatują jak dla mnie tandetą, ale widocznie zamysłem reżysera było ukazanie tej postaci tak a nie inaczej.  
Trochę mogę się przyczepić do sposobu, w jakim pokazano walki w tym filmie. Nie jestem specjalnym miłośnikiem slow motion a tutaj w stosunku do ilości ogólnej samych starć jest po prostu za dużo. Ogólnie Scott jednak w późniejszym etapie kariery poradził sobie z problemem uczynienia walk bardziej widowiskowymi, co widać w jego późniejszym o osiem lat dziele Gladiator.
Na uwagę zasługuje też będący wisienką na torcie motyw przewodni filmu, stworzony przez Vangelisa. Twórca muzyki do Rydwanów ognia i tym razem stworzył monumentalne, ponadczasowe dzieło, które świetnie pasuje do najważniejszych wydarzeń z życia Kolumba.