Pokazywanie postów oznaczonych etykietą R. Darín. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą R. Darín. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

Jaka piękna katastrofa!

Dzikie historie (Relatos salvajes)
Argentyna, Hiszpania 2014
reż. Damián Szifrón
gatunek: czarna komedia
zdjęcia: Javier Julia
muzyka: Gustavo Santaolalla

Chyba wszyscy widzieli kultowy obecnie komediodramat Marka Koterskiego Dzień świra. Tytułowy świr, czyli grany przez Marka Kondrata Adam Miauczyński nie był nim przez całe życie, ani nie stał się też świrem nagle. Był to proces długotrwały, motywowana przeróżnymi przesłankami frustracja rosła nim z dnia na dzień aż do osiągnięcia apogeum. Tak samo tutaj sześciu bohaterów jest doprowadzanych do ostateczności poprzez szereg różnych nieprzychylnych czynników. A widz patrząc na sytuacje jakie ich spotykają nie wie czy ma się z tego śmiać czy raczej płakać.


Tytułowe dzikie historie to podzielone na segmenty, niepołączone ze sobą opowiadania o losie sześciu osób. Ciężko tutaj opisywać fabułę poszczególnych scen, jednak wszystkie mają wspólny mianownik. W każdej z sytuacji coś idzie nie tak, a bohaterowie, który nie może znieść niepowodzeń puszczają nerwy. Wszystko to przedstawione jest w około kilkunastominutowej sekwencji. I tak chronologicznie mamy historię wzgardzonego muzyka Pasternaka (którego nawet z ważnych przyczyn nie widzimy), pewnej kelnerki z ciężka przeszłością (Julieta Zylberberg), jadącego do Buenos Aires biznesmena (Leonardo Sbaraglia), walczącego z biurokracją specjalistę od wybuchów (Ricardo Darín), próbującego uratować przed więzieniem syna milionera (Oscar Martínez) oraz pannę młodą, która na weselu dowiaduje się o pewnej nieprzyjemnej sprawie (Erica Rivas). Każdy z bohaterów zostaje inaczej doświadczony przez los co nie pozwala widzowi na ani chwilę nudy.


Firmowany przez samego Pedro Almodóvara film nie jest ani czystą komedią, ani dramatem. W produkcji Szifróna mamy dużą łatwość do identyfikowania się z postaciami, z jakimi zapoznajemy się na ekranie. Można wtedy zadać sobie pytanie - a co ja bym zrobił w jego/jej miejscu? Czy nie postąpiłbym podobnie? Przypadek każdego z bohaterów jest inny. U jednego frustracja musiała wzbierać przez długi czas, inny po prostu jest bezsilny w walce z niewrażliwymi na błędy proceduralne urzędnikami, innemu zaś w spokojnej podróży przeszkadza bezimienny psychopata. Tragizm każdej z sytuacji wynika z innych pobudek. Ogólnie mamy do czynienia z festiwalem absurdu i często też groteski i przesady. A wszystko to przyciąga widza i nie pozwala oderwać się od ekranu. Poza tym mamy tutaj pokazane boskie Buenos Aires i tereny przylegające. Lokalizacje zostały bardzo dobrze wybrane i zachęcają widza do wybrania się w te tereny. Gra aktorska także nie pozostawia wiele do życzenia. 
Ciężko jest dużo pisać o tym filmie. Trudno zdradzić fabułę, gdyż jest to sześć kilkunastominutowych segmentów. Opisać resztę można w kilku zdaniach. To po prostu trzeba obejrzeć samemu. Zapewne dobrze się przy tym bawiąc. Jest to bardzo dobry przykład zacnego filmu, który wychodzi spoza Ameryki Północnej. Filmu, który pokazuje, że istnieje też życie filmowe poza Hollywood i ma się ono bardzo dobrze. 
Z produkcji nominowanych do tegorocznego Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego nie widziałem jeszcze tylko Timbuktu, jednak z tego co obejrzałem do tej pory twierdzę, że statuetkę otrzymał najsłabszy z dotychczas przeze mnie obserwowanych.
Nie przedłużając - zachęcam gorąco do zapoznania się z Dzikimi historiami. Bez zbędnego gadania - naprawdę warto!  


piątek, 6 marca 2015

Siła spojrzenia

Sekret jej oczu (El Secreto de sus ojos) 
Argentyna, Hiszpania 2010
reż. Juan José Campanella
gatunek: kryminał, melodramat, thriller
zdjęcia: Félix Monti
muzyka: Emilio Kauderer

Nie popełnię wielkiej gafy pisząc, że filmy argentyńskie nie są zbyt znane w naszym kraju i tym samym nie cieszą się specjalną popularnością. Do tego roku obejrzałem zresztą tylko dwie produkcje, bardzo przeciętny obraz o dziwnym tytule Chińczyk na wynos oraz historię doktora Mengele Anioł Śmierci. Jednak to, że ani ja ani moi rodacy nie doceniają szczególnie tamtejszego przemysłu kinematograficznego nie znaczy, że nie odnosi on pewnych sukcesów na arenie międzynarodowej. W tegorocznych Oscarach przecież nominowane do statuetki były czekające wciąż u mnie na obejrzenie Dzikie historie, a opisywany właśnie film zdobył tą prestiżową nagrodę w roku 2010.


W filmie główne skrzypce odgrywa Ricardo Darín, który wciela się w rolę świeżego emeryta, a byłego argentyńskiego prokuratora federalnego Benjamína Esposito. W czasie ponad dwugodzinnego seansu prześledzimy dwadzieścia pięć lat z jego życia oraz historię pewnej niedającej mu zaznać spokoju sprawy. Sprawą tą jest zagadkowy mord połączony z gwałtem na dwudziestotrzyletniej kobiecie. Esposito mając do pomocy alkoholika Sandovala (Guillermo Francella) oraz nową przełożoną, wpadającą mu w oko Irene (Soledad Villamil) będzie starał się zrobić wszystko, by rozwikłać zagadkę tej zbrodni. Dzięki pomocy męża denatki (Pablo Rago) natrafią na potencjalnego mordercę (Javier Godino), który jednak szybko i tajemniczo zniknie z miasta. Na drugim planie rozgrywają się relacje Benjamina i Irene...


Mimo całej otoczki związanej z brutalną zbrodnią, szukaniem winnego i grosem scen rozgrywanych w zagraconych aktami pomieszczaniach sądowych film ten ciężko nazwać standardowym kryminałem. W wielu momentach przechodzi on w ckliwy melodramat, w którym przyjdzie nam śledzić kontakty Esposito i jego nowej szefowej. A są to relacje oparte nie na słowach, a mocno niewerbalne. Autorom udało okazać się uczucia bohaterów poprzez ruch ich oczu. Oglądając film wiele razy zachwycałem się tym, jak bardzo aktorzy oddawali wszystkie emocje za pomocą wzroku. Każdy oglądający powinien szybko odczuć podobne wrażenie, tutaj główną rolę nie gra komunikacja werbalna, mimika czy gesty ale właśnie spojrzenie. Mistrzostwo i za to duży plus.
Nie jest to jednak produkcja łatwa dla i przyjemna w odbiorze dla każdego. Akcja toczy się wolno, wszystko snuje się swoim jasno wytyczonym, wolnym rytmem, nie mamy tu do czynienia z hollywoodzkim przesytem - jest kameralnie i dość oszczędnie, choć nie znaczy to, że źle! Niektóre dialogi są perfekcyjne, a scena z przesłuchaniem Gomeza przez Irene na pewno utkwi w pamięci na pewien czas. Mimo wszystko fani szybkiej akcji mogą nie przyzwyczaić się do pewnej nudy od czasu do czasu wiejącej z ekranu (jednak to wada każdego niemal ponad dwugodzinnego filmu).
Jest też w filmie pewna perełka - scena na stadionie. Zrealizowana w formie długiego ujęcia, zaczynająca się od pokazania rozgrywanego właśnie meczu piłkarskiego z lotu ptaka, schodząca na trybuny, by potem wraz z bohaterami udać się w pościg za podejrzanym w brudnych stadionowych kuluarach. Dobre kilka minut kinowego orgazmu gwarantowane. 
Nie jest to film wybitny, ciężko go sklasyfikować do jednego gatunku, więc zarówno fani kryminału jakim produkcja się określa, ani melodramatu czy thrillera mogą nie być w pełni usatysfakcjonowani. Jednak mamy tutaj kilka wyśmienitych perełek (oczy!stadion!przesłuchani!) dla których warto zainwestować dwie godziny, które czasem mogą okazać się męczące, jednak pewne rzeczy to odwdzięczą. 




P.S. W języku hiszpańskim tytuł to El Secreto de sus ojos. W Polsce przetłumaczono to jako Sekret JEJ oczu. Tyle, że hiszpański zwrot sus można przetłumaczyć jako zarówno jej, jego jak i ich. Po obejrzeniu filmu bardziej skłaniałbym się do wersji Sekret ich oczu. No ale ekspertem nie jestem, od tego są mądrzejsi ode mnie.