Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1993. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1993. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 grudnia 2016

Zmierzch westernu

Tombstone
USA 1993
reż. Kevin Jarre, George P. Cosmatos
gatunek: western 

Typowo amerykański gatunek filmowy, jakim jest western swoją złotą erę przeżywał w latach 50. i 60. ubiegłego wieku, zaś z upływem każdej kolejnej dekady XX stulecia coraz bardziej pogrążał się w bylejakości. Lata 90. to zaś upadek tego gatunku, który w tej dekadzie był reprezentowany z dobrej strony w Bez przebaczenia, powstałego jeszcze w 1990 roku Tańczącego z wilkami czy opisywany właśnie film.


Znany na całym Dzikim Zachodzie stróż prawa Wyatt Earp (Kurt Russell) wraz z braćmi Virgilem (Sam Elliott) i Morganem (Bill Paxton) przybywają do tytułowego miasteczka Tombstone, by w końcu się ustatkować i żyć w spokoju. Jednak grasująca w okolicy banda tzw. Kowbojów pod przywództwem Johnny'ego Ringo (Michael Biehn) wystawia ten spokój na próbę. Wkrótce bracia wraz z przyjacielem Dockiem Holliday'em (Val Kilmer) sięgają po broń w obronie praworządności miasteczka...


Wiele westernowych opowieści to po prostu dobrze oglądające się opowieści wyssane z palca, jednak akurat postać Wyatta Earpa i jego historia to wydarzenia autentyczne. A trzeba przyznać, że całkiem inaczej patrzy się na prawdziwe wydarzenia, niż na opowieści wymyślone przez wyobraźnię scenarzystów. 
W filmie przenosimy się i dość dobrze poznajemy miasteczko Tombstone, które było przez pewien krótki okres lat 80. XIX wieku bardzo modne na Dzikim Zachodzie i słynęło z możliwości szybkiego zarobku. To właśnie tutaj przybywają w jednej z pierwszej scen bracia Earp z legendarnym szeryfem Wyattem na czele, którego dobrze sportretował Kurt Russell. Jednak aktor ten nawet nie wiem jak by się musiał starać, żeby przebić tutaj drugoplanową postać hazardzisty i pijaka, chorego na gruźlicę Docka Holliday'a, w którego wcielił się w jednej z lepszych ról życia Val Kilmer kradnąc całe show. Nie sposób nie polubić tej postaci.
Mamy w filmie kilka ikonicznych kadrów, które kojarzą się z gatunkiem, jak choćby przejażdżkę rewolwerowców przy zachodzącym słońcu (wygląda to oczywiście pięknie), jednak całość w dużej mierze odbiega od tego, co oczekuje się po klasycznym westernie. Dużo tutaj scen naprawdę niewesteronwych, jednak jak na erę zmierzchu gatunku jest i tak dobrze. Jeszcze lepiej, że po ponad dwóch dekadach od filmu western zaczyna się wreszcie powoli odradzać. A Tombstone jak najbardziej warto obejrzeć.




wtorek, 22 marca 2016

Mściwy skrzat

Karzeł (Leprechaun)
USA 1993
reż. Mark Jones
gatunek: horror, czarna komedia


Leprechaun to znany z irlandzkich legend skrzat, którego ludzie spotykają niezwykle rzadko. Z wyglądu przypomina on pomarszczonego starca i przeważnie trudni się produkcją butów. Według podań jest on niezwykle mały (nie przekracza metra wzrostu), nosi się na zielono, a jego nieodłącznym atrybutem jest fajka i przeważnie ruda broda. Leprechauny znają lokalizację skarbów, jednak mity podają, że bardzo ciężko rozstają się ze swoim złotem. Karła, który za wszelką cenę będzie chciał odzyskać swoje monety spotkamy właśnie w tym filmie. 


Do niezamieszkanego od dziesięciu lat domu na pustkowiu wprowadza się wraz z ojcem młoda Tory (Jennifer Aniston). Zatrudniają oni ekipę do odmalowania budynku, w skład której wchodzą przystojniak Nathan (Ken Olandt), młody Alex (Robert Hy Gorman) i głupkowaty Ozzie (Mark Holton). Ten ostatni doprowadza do uwolnienia zamkniętego w piwnicznej skrzyni leprechauna (Warwick Davis), który chce odzyskać skradzione mu dekadę wcześniej złoto...


Cóż, film jest generalnie bardzo słaby i ciężko z tym dyskutować. Spodziewałem się tego od początku i było to rozsądne, gdyż czego spodziewać się można od komediowego horroru klasy nawet nie B, a C sprzed prawie ćwierć wieku? Nie wiem też czy to komedia zamierzona przez twórców, czy też nie. Jednak nawet obejrzany wcześniej tragiczny zwiastun nie wyprowadził mnie z próby obejrzenia filmu z Jennifer Aniston sprzed epoki Przyjaciół. Mamy tutaj wszystko co najgorsze w niskobudżetowych produkcjach sprzed dwóch dekad. Słabe efekty specjalne, idiotyczną i przewidywalną fabułę, drewnianie napisane i zagrane postaci i masę innych negatywów. W sumie oprócz wspomnianej Aniston, która wyglądała w tamtych czasach dość zachęcająco (choć aktorsko to wciąż poziom co najwyżej bardzo średni) i znanego z roli w sadze o Harrym Potterze Davisa reszta ekipy to zdecydowanie ludzie nieznani, a patrząc na ich warsztat aktorski to całkiem nie dziwne. Film mimo całej gamy uchybień ma jakiś taki swój specyficzny klimat, który sprawia, że da się go obejrzeć bez większych myśli samobójczych. Nadal to lepsze niż seans 50 twarzy Graya czy Zombie SS. Zresztą ten film jest z gatunku tych aż tak słabych, że aż w pewnym sensie dobrych (dobrze oglądających się). 
Z wielkim zdziwieniem zobaczyłem, że powstało kilka sequeli tego filmu. Mamy więc później Karła w kosmosie, czy Karła w Kapturze (z opisu wynika, że będzie prześladował w tej części hiphopowców). Więc każdy amator tanich horrorów z lat 90. pewnie znajdzie zajęcie na cały tydzień, by raczyć się tymi produkcjami. Ja raczej jednak sobie daruje kolejne przygody leprechauna.